To siódmy finał w historii klubu i drugi dla pana osobiście. Jakie emocje towarzyszą panu po tym meczu i z czego jest pan najbardziej dumny, jeśli chodzi o ten zespół?
Pere Romeu: "Czuję ogromną dumę z całej wykonanej pracy. Zagraliśmy pierwszą połowę na bardzo wysokim poziomie, zgodnie z naszym planem szybko objęliśmy prowadzenie. Chcę pogratulować wszystkim: obecnemu sztabowi, poprzednim trenerom, zawodniczkom, które tu grały, i zarządowi. To efekt wielu lat pracy. Klub przeżywa historyczny moment dzięki tym kolejnym finałom. Jak często powtarzam, ten zespół to nie tylko piłkarski talent; ma niesamowitą duszę rywalizacji i dziś znów to udowodnił".
Taktycznie widać było zmiany względem pierwszego meczu. Drużyna wyglądała znacznie swobodniej między liniami. Czy to był klucz do rozbicia Bayernu?
"Zdecydowanie tak. Mieliśmy świetny tydzień przygotowań. Po pierwszym meczu wiedzieliśmy, że Bayern to bardzo silny fizycznie zespół, który potrafi postawić duże wyzwanie pod względem atletycznym. Naszym celem było lepsze zajmowanie przestrzeni w środku. Chcieliśmy szeroko rozciągać grę, by szybciej docierać pod pole karne rywalek. Zawodniczki doskonale zrealizowały założenia, zwłaszcza w zarządzaniu przestrzeniami między liniami. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak odczytały potrzeby tego spotkania i potrafiły narzucić swoje warunki".
Jak pana zdaniem wygląda najważniejszy czynnik, który pozwala tej drużynie znów awansować do finału?
"Nie ma jednego czynnika, to suma wielu rzeczy. Gdybym miał jednak coś wyróżnić, to byłaby to wymagająca postawa tych zawodniczek. Są wyjątkowe, bo nigdy nie odpuszczają. Nawet po zdobyciu bramki chcą więcej. Mają w sobie głód zwycięstwa. Do tego te bardziej doświadczone świetnie wspierają młodsze, które już prezentują bardzo wysoki poziom. Ta mieszanka i nieustanna ambicja prowadzą nas do kolejnych sukcesów".
Końcówka meczu była bardziej nerwowa, ostatnie dwadzieścia minut to "cierpienie". Czy to efekt rozluźnienia z waszej strony, czy presji Bayernu? I czy przed finałem Blaugranas są faworytkami?
"W końcówce trzeba być realistą: przeciwnik też gra. Przy wyniku 4:1 Bayern nie miał już nic do stracenia. Zaczął szukać więcej pojedynków indywidualnych, wywierał dużą presję fizyczną. Z naszej strony zabrakło trochę głębi i precyzji w przejściach do ataku. To normalne, że w meczu tej rangi pojawiają się trudne momenty. Cieszę się jednak, że potrafiliśmy bronić się razem, całą drużyną.
Jeśli chodzi o finał, uważam, że oba zespoły zasłużyły na ten awans. Nasze zawodniczki były najrówniejsze w tych rozgrywkach. Zapowiada się bardzo wyrównany finał z klasowym rywalem, ale przystąpimy do niego z własnym stylem i tożsamością".
W momencie zmiany Alexii Putellas było widać wiele emocji. Czy był pan świadomy, że to może być jej ostatni mecz na stadionie Camp Nou?
"Szczerze mówiąc, w tamtej chwili myślałem tylko o drużynie. Chciałem zrobić to, co najlepsze dla zespołu w danym momencie. Prowadziliśmy, ale trzeba było zrównoważyć niektóre strefy, by dobrze zamknąć mecz. Skupiam się na teraźniejszości, na realizacji założeń taktycznych. Moim celem było zapewnienie awansu do finału".
Czy może pan wyjaśnić swoją strategię w ofensywie, zwłaszcza jeśli chodzi o role Aitany i Caroline Graham Hansen?
"Chcieliśmy stwarzać zagrożenie na obu skrzydłach. Przeciwko takiemu blokowi jak Bayern, jeśli za bardzo forsujesz środek, trafiasz na mur. Plan był taki, by przytrzymać piłkę w centrum i szybko przenosić ją na boki. Szukaliśmy dośrodkowań na dalszy słupek, by wywołać zamieszanie. To się sprawdziło. Później, po zmianach, starałem się odzyskać kontrolę nad posiadaniem, wzmacniając środek pola, choć wtedy straciliśmy trochę możliwości gry jeden na jeden".
Finał z Lyonem zapowiada się jako starcie stylów: model szkolenia i tożsamość Barcy kontra imperium Lyonu. Jak pan widzi to spotkanie?
"To dwa różne modele, to prawda, ale przede wszystkim to dwie najlepsze drużyny w Europie. Lyon ma ogromną historię, od lat mocno inwestuje w kobiecą piłkę. My mamy swoją tożsamość, swój styl gry, nad którym pracujemy od dawna. To będzie pasjonujący finał. Pozostaniemy wierni temu, co nas wyróżnia".
Czy dla takiej drużyny jak wasza, która dominuje w lidze, ważne jest nauczyć się cierpieć, jak dziś?
"To kluczowe. Tak wygląda futbol na najwyższym poziomie. Nie da się wygrać Ligi Mistrzów bez chwil cierpienia. Takie sytuacje nas rozwijają. Zawsze staramy się podchodzić do nich racjonalnie, zachować spokój. Umiejętność wspólnego przetrwania trudnych momentów i solidarna obrona własnego pola karnego to także cechy mistrzowskiej drużyny".
Jak ocenia pan atmosferę na stadionie? Kibice znów stanęli na wysokości zadania.
"Trudno opisać energię, jaką tu otrzymujemy. Gra przy pełnych trybunach daje nam niesamowitego kopa. Kibice nigdy nas nie zawodzą. To zwycięstwo i ten awans dedykujemy właśnie im. Od pierwszej minuty zawodniczki czuły tę więź, która pcha nas do jeszcze większego wysiłku. Jesteśmy bardzo szczęśliwi, że możemy podarować im kolejny finał".
________________

