Dla komentatorów telewizyjnych największym zaskoczeniem był brak Roberta Lewandowskiego w wyjściowej jedenastce. Jego wejście dopiero na trzy minuty przed końcem spotkania oceniono jako strategię selekcjonera, który chciał go oszczędzać podczas intensywnych rozgrywek LN. Porównano go nawet do Cristiano Ronaldo, który w niedzielnym spotkaniu Norwegii z Portugalią w Oslo był rezerwowym przez cały mecz.
W przerwie spotkania przy stanie 1:1 oceniono, że należy się cieszyć z remisu, ponieważ Polacy okazali się groźniejsi niż się spodziewano, a szwedzcy piłkarze schodzili do szatni z opuszczonymi głowami, spodziewając się najgorszego w drugiej części meczu. Po przerwie jednak Szwecja się odrodziła, natomiast Polska wyraźnie straciła impet.
"Początek mieliśmy wspaniały, szybko zdobywając bramkę, lecz później było coraz słabiej, a Polacy zaczęli wgryzać się w mecz. Bramka Sebastiana Szymańskiego w 43. minucie była tylko tego logiczną konsekwencją. W drugiej połowie drużyna Grahama Pottera pokazała już inną twarz" – skomentował dziennik "Expressen".
"Polacy grali dobry futbol i raz po raz tworzyli groźne szanse, lecz to my strzelaliśmy bramki. Fantastycznie wręcz grał Patrik Walemark, którego precyzyjne podanie po pięknej akcji po prawej stronie do Viktora Gyokeresa dało trzecią bramkę, na którą Polacy już nie mieli odpowiedzi" – dodał "Aftonbladet".
Kanał telewizji publicznej SVT skomentował: – Sześć punktów na sześć możliwych w dwóch meczach to nie jest zły rezultat, a nawet mało oczekiwany. Brzmi to jak klątwa, lecz Polska po raz kolejny poległa na szwedzkiej ziemi, na której nie wygrała od 1930 roku i już drugi raz w tym roku po marcowym barażu do mistrzstw świata.
