"W ostatnich dniach był bardzo duży skok dopaminy. Takie rytuały przejścia na wyższy poziom rozgrywkowy są dla nas bardzo istotne, natomiast nie możemy osiąść na laurach. Jest bardzo dużo pracy do zrobienia w kilka tygodni. Każdy dzień się liczy" - nie ma wątpliwości Królewski.
Pierwszym krokiem po zakończeniu sezonu było przedłużenie kontraktu z trenerem Mariuszem Jopem. Nowa umowa ma obowiązywać przez najbliższy sezon.
"Wszyscy się tego domagali, ale wolimy podejmować decyzję po analizie wszelkich danych, bo to znaczy, że nie była ona emocjonalna. To działa też pozytywnie na trenera, znaczy, że te dane zapalały zielone światło. My też musimy wiedzieć, czego trener od nas wymaga, żeby mu się dobrze pracowało w ekstraklasie, nie może brakować symetryczności. Chcemy wzmocnić jeszcze sztab szkoleniowy. Mamy fajne plany" - zapowiedział szef beniaminka ekstraklasy.
Większościowy właściciel Wisły, a także firmy Synerise, która zajmuje się sztuczną inteligencją, znany jest z tego, że funkcjonowanie piłkarskiego klubu opiera na gromadzeniu i wnikliwej analizie danych.
"Powstał kilkusetstronicowy raport dotyczący stylu gry, intensywności i konfiguracji drużyn w ekstraklasie oraz zadań, które nas czekają. Jesteśmy na to gotowi, choć wszystko oczywiście zweryfikuje boisko. Jedno jest pewne - nie będziemy podejmować szalonych decyzji niezależnie od tego, czy przegrany, czy wygramy sześć pierwszych meczów" - zapewnił.
Królewski zapytany, czy Wisła będzie forsować swoje pomysły w spółce Ekstraklasa SA, odparł, że "jakiś ferment" pewnie wniesie, ale beniaminkowie w pierwszym roku nie mają tam dużej władzy.
"Są różne pomysły na to, co my byśmy chcieli jako Wisła zaproponować ekstraklasie, choćby od strony technologicznej. Naprawdę moglibyśmy pokazać parę różnych ciekawych rzeczy" - przyznał.
Jeśli chodzi o cele sportowe, to Królewski zadeklarował, że nie będzie "pompował balonika" i mówił o walce o wysokie miejsca.
"Chcielibyśmy po prostu poczuć się częścią ekstraklasy, czyli spokojnie się utrzymać i być klubem, który do niej przynależy" - wskazał.
Prezes Wisły uważa, że ekstraklasy pod względem sportowym nie należy się bać.
"Mam wrażenie, że dwa lata temu, gdy zdobyliśmy Puchar Polski i zakwalifikowaliśmy się do eliminacji europejskich pucharów, strach przed rywalizacją tam był mniejszy niż teraz, gdy awansowaliśmy do ekstraklasy. Z całym szacunkiem, ale jej dolna część, co pokazują wszystkie badania, jest na poziomie czołówki 1. ligi. Nie zamierzamy zmieniać naszego stylu, bo Wisła nie może grać inaczej. Nie możemy wybrać takiej taktyki, jak choćby Wisła Płock czy Cracovia, czyli stawiać mur w obronie i kontratakować. Tutaj musi być widowisko, emocje" - tłumaczył.
W letnim oknie transferowym Wisła planuje pozyskać kilku zawodników. Pierwszych konkretów można się jednak spodziewać za dwa, trzy tygodnie. Królewski wyjawił, że wybierając kandydatów pion sportowy będzie zwracać uwagę, aby nowi piłkarze pasowali do zespołu.
"Mamy swoje badania i jednym z wniosków jest to, że skautując zawodników trzeba bardziej myśleć o ich konfiguracji z drużyną. Czasami lepiej ściągnąć słabszych graczy, ale pasujących do zespołu. Lepiej zainwestować w drużynę, która się rozumie na boisku. To jest korzystniejsze niż robienie rewolucji kadrowej, która zburzyłaby zbudowane już mechanizmy" - podkreślił.
Królewski chciałby, aby do Wisły przychodzili polscy piłkarze, ma jednak świadomość, że może to być trudne w realizacji.
"W 1. lidze przegrywaliśmy w walce o dobrych polskich graczy, teraz mamy już karty po swojej stronie. Oczywiście, może tak być, że z tych siedmiu czy ośmiu nowych piłkarzy w większości będą to zagraniczne nazwiska, ale myślę, że utrzymamy dobry balans w tym względzie" - obiecał.
Wisła chce dorównać czołowym klubom ekstraklasy także na poziomie infrastrukturalnym, m.in. poprzez rozbudowę ośrodka treningowego w Myślenicach. Do Ministerstwa Sportu i Turystyki złożono już projekt jego rozbudowy o wartości 80 milionów złotych. Inwestycja ma na celu stworzenie jednego z najnowocześniejszych w kraju ośrodków badawczo-treningowych.
"Cały czas czekamy na decyzję i liczymy, że będzie pozytywna. Podobno idzie w dobrą stronę. Jeśli nie, to będziemy startować w innych projektach" - zapewnił Królewski.
W minionym sezonie Synerise Arena Kraków była domowym stadionem Szachtara Donieck w rozgrywkach europejskich. Teraz ukraiński klub ma zapewniony udział w fazie zasadniczej Ligi Mistrzów, a władze Wisły są zainteresowane przedłużeniem współpracy, która przyniosła jej oraz miastu wiele korzyści.
"Szachtar jest kuszony także przez Warszawę i Szczecin. Wiem, że czuli się w Krakowie bardzo dobrze, nasza współpraca dotarła się i warto byłoby ją kontynuować" - zauważył Królewski, który zaznaczył, że gdyby umowa weszła w życie, to nie byłoby możliwe dzielenie Synerise Arena z Wieczystą Kraków, które ten stadion zgłosiła w swoim wniosku licencyjnym.
W ostatnich tygodniach kibiców Wisły rozpalał temat przejęcia części akcji Wisły przez Wojciecha Kwietnia, który obecnie sponsoruje właśnie Wieczystą. Królewski po raz kolejny przekazał, że ostateczne decyzje w tej sprawie zapadną po zakończeniu sezonu, a ten jeszcze trwa, gdyż Wieczystą czekają baraże o awans do ekstraklasy.
"Nie chcemy po prostu mieszać w rozgrywkach. Temat jest otwarty, natomiast my jako Wisła nie możemy zgodzić się na taką narrację, że jeśli Wieczysta awansuje, to ten projekt będzie sobie trwał, a jeśli nie, to powiemy, że nie awansowaliśmy, bo tak naprawdę wiedzieliśmy, że chcemy wejść do Wisły. Osobiście nie lubię takiej narracji i ona bardzo mi nie podoba. Jeśli chcemy coś robić, trzeba to twardo powiedzieć. Jesteśmy umówieni na rozmowę po sezonie. Od początku mówiłem, że tak będzie, bo po sezonie emocje są zupełnie inne. Uważam, że Wojciech Kwiecień i ja zachowujemy się w tej sprawie bardzo dyplomatycznie" - podsumował Królewski.
