Światło czerwone. Ale jak to, odsunięcie Sokolnickiego nie rozwiązało problemu?
Co weekend, to groteskowe błędy sędziowskie – smród po takim początku sezonu i tak był murowany, ale PZPN – jak przyzwyczajono nas za rządów Cezarego Kuleszy – umiał jeszcze dodać trochę fermentu.
W ciągu tygodnia dowiedzieliśmy się, że doświadczony arbiter Paweł Sokolnicki podważył skuteczność i profesjonalizm szumnie zapowiadanego Centrum VAR, później zabrakło go (co za przypadek!) w obsadzie meczów 5. kolejki, a później w tej kolejce doszło do kolejnych kontrowersji.
I to takich, do których dobrej miny nie umiało zrobić nawet Kolegium Sędziów, bo brak rzutu karnego dla Widzewa w meczu ze Śląskiem to błąd, którego obronić się nie da. Oczywiście wyobrażam sobie, że wielu fanów Śląska darowanemu koniowi w zęby wolałoby nie zaglądać, ale w najbliższy weekend to kosztem ich drużyny ktoś może otrzymać prezent uderzający w wiarygodność rozgrywek.
Światło pomarańczowe. Prezes Wisły zapowiedział dużo, wkrótce padnie „sprawdzam”
O tragicznych skutkach bandyckich porachunków na łamach Flashscore piszemy rzadko, wyłączając incydenty bezpośrednio związane z meczami. Na szczęście okazji od utworzenia Flashscore Wiadomości nie było wiele i bandytom odpowiedzialnym za śmierć w Nowej Hucie też nie warto poświęcać czasu. Niech poświęcają go kryminalni, byle skutecznie.
Za to zapowiedź prezesa Jarosława Królewskiego chcę podkreślić, bo będzie dla niego istotnym sprawdzianem. Jego żmudna kampania przeciwko bojkotowi kibiców Wisły była o tyle prostsza, że miał za sobą zjednoczoną społeczność klubu i masę ludzi z innych miast, dla których bandyckie pakty wiele nie znaczą.
Teraz zapowiedział porządki na trybunie północnej. Żadnych flag anty, żadnych PDW i fan reprezentujących grupy chuligańskie. To samo ma dotyczyć koszulek. Kto pamięta walkę Jacka Bednarza z częścią tego środowiska, ten może się zastanawiać, czy walka jest do wygrania. Chciałbym wierzyć, że dziś Wisła jest w zupełnie innym położeniu i nie skończy się porażką. Inną pozycję ma też Królewski, który postawił na szali swoją wiarygodność. Choć nie mam wcale pewności, jak rozkładają się proporcje między życzącymi mu sukcesu i porażki.
Światło zielone. GieKSa dobrze się bawi, więc dobrze ją oglądać
Dość ciężkich tematów spoza boiska, czas zachwycić się tym, co w Ekstraklasie dobre. A w miniony weekend – nie pierwszy już w sezonie raz – powody do zachwytu dała mi GieKSa. Nie jest to zdecydowanie klub najbliższy mojemu sercu, ale miałem okazję zajrzeć i na starą, i na Nową Bukową, obserwując progres w każdym wymiarze, do tego z niesamowitą fabułą.
Od długiej drogi trenera Góraka, przez rozkwit Bartosza Nowaka, po Ilię Szkuryna, który już się przed bramką nie zacina (nie mogłem odmówić sobie tego rymu). Mamy w Katowicach klub, który historycznie pozostaje co prawda w cieniu Ruchu i Górnika, ale rośnie i dodaje lidze atrakcyjności.
Przekonała się o tym boleśnie Wisła Płock w meczu, który stanowczo z gry nie wyglądał na aż 5:0, ale piłkarze GieKSy po prostu dobrze się bawili i trudno im tego odmówić. Można się zżymać, że za miejskie pieniądze, ale udało się zbudować coś, czego w wielu klubach nie idzie osiągnąć nawet większymi nakładami.

