Już kiedy pojawiły się nieoficjalne przecieki na temat tego transferu, większe emocje budził chyba przy Konwiktorskiej niż Łazienkowskiej. W końcu napastnik miał wciąż parę meczów do rozegrania przed wygaśnięciem kontraktu z Czarnymi Koszulami, którego nie przedłużył.
Łukasz Zjawiński nie tylko je rozegrał, ale golem w ostatnich sekundach wepchnął Polonię do barażu, w którym później dołożył asystę. Czarne Koszule do Ekstraklasy nie weszły, za to piłkarz - owszem. A jakie emocje były wśród fanów Legii? Obserwowaliśmy komentarze wśród czytelników wiodących profili związanych z klubem. Były głównie pozytywne. Niektóre wskazywały na niedosyt, w końcu Legia ma zawsze walczyć o najwyższe cele.
Ale trzeba pamiętać, że odcięcie od europejskich pucharów bardzo ograniczyło budżet transferowy na lato 2026. Zresztą, mówimy o napastniku z legijnym rodowodem (przeszedł przez akademię i rezerwy, zanim ruszył w świat), a przede wszystkim z imponującą skutecznością.
Łukasz Zjawiński ostatecznie dziś zmienił czerń koszulki Polonii na biel trykotu Legii jako wolny zawodnik, który w dwóch ostatnich sezonach był jak karabin do strzelania bramek. Gdyby nie Angel Rodado z Wisły, byłby głównym kandydatem do zdobycia, a potem obrony tytułu króla strzelców w Betclic 1. Lidze.
43 trafienia i pięć asyst w dwóch pełnych kampaniach jako piłkarz Polonii to kluczowy argument, by dać mu szansę na Stadionie Wojska Polskiego i tę szansę dostał, podpisując umowę na cztery najbliższe sezony. Nawet gdyby nie wybrał Legii, trudno wyobrazić sobie zatrzymanie piłkarza w takiej formie na drugim poziomie rozgrywek.
"Historia mojego powrotu do Legii była długa, ale szczęśliwa. Cieszę się, że będę miał okazję spełnić marzenie o debiucie w pierwszej drużynie, które miałem przychodząc tutaj jako 14-latek. Trenowałem już w Legia Training Center, ale to był krótki czas, więc mam nadzieję, że najbliższe lata w tym miejscu będą udane. Zainteresowanie moją osobą było duże, ale kiedy dowiedziałem się o propozycji Legii, decyzja mogła być tylko jedna" - przyznał piłkarz przy okazji prezentacji.

Jeśli Zjawiński podtrzyma swoją skuteczność na poziomie Ekstraklasy, to stanie się skarbem klubu, który go kształtował. Zresztą, nawet jeśli jego liczby wyraźnie spadną, to i tak trudno będzie o ocenę mniej przychylną od poprzednich ofensywnych wzmocnień, które mogły imponować rozmachem transferu, ale już nie wynikami.
Dlatego ruch Frediego Bobicia wydaje się na wskroś racjonalny. Z punktu widzenia zawodnika to doskonała okazja, by pokazać się w najpopularniejszym klubie Polski i z kryzysowego położenia wprowadzić go ponownie do czołówki. Taki cel ma Marek Papszun, który wydaje się budować stabilny zespół mimo ograniczonych możliwości finansowych.
