Mecz odbywał się w typowej atmosferze finału, który ma przecież bardzo dużą stawkę, przez co obie ekipy nie kwapiły się do ataków i bardzo ostrożnie operowały piłką. Tak naprawdę przez prawie całą pierwszą połowę nic nie wydarzyło się pod obiema bramkami.
Jedyną groźną sytuacją był strzał McBurniego głową, który wylądował na poprzeczce bramki. Był to sygnał ostrzegawczy dla Middlesbrough, ale dla Hull było to jedno z nielicznych wyjść pod bramkę rywali. To właśnie Boro było częściej w ofensywie, ale mimo to nie wypracowało sobie żadnej dobrej szansy.
Na starcie drugiej połowy groźnie głową uderzał Dael Fry, ale jego uderzenie przeleceiało nad poprzeczką bramki Hull.
Wydawało się, że nieuchronnie zmierzamy do dogrywki, bo oba zespoły są zbyt spięte, żeby przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę w regulaminowych 90 minutach.
Wtedy jednak w bohaterskiej pelerynie w polu karnym objawił się McBurnie, który wykorzystał niepewną interwencję bramkarza Middlsebrough po dośrodkowaniu z bocznego sektora i wpakował piłkę do bramki.
To jedno jedyne trafienie zdecydowało o awansie Hull, które w stosunku 1:0 wygrywało finały baraży także w 2008 i 2016 roku. Middlesbrough występowało w finale baraży, ponieważ Southampton, które wywalczyło sobie awans na boisku, zostało wykluczone z barażów za aferę szpiegowską.
Wcześniej bezpośredni awans do Premier League uzyskały Coventry i Ipswich. Do Championship z elity spadają za to Wolves i Burnley. Trzeciego spadkowicza poznamy jutro, będzie to West Ham lub Tottenham.
