Po trzech meczach bez porażki pod wodzą Matthiasa Jaissle, Newcastle przystępowało do tego spotkania z rozpędem i motywacją, by choć na chwilę objąć prowadzenie w tabeli PL.
Jednak ich początek był daleki od pewności siebie i już w dziesiątej minucie musieli gonić wynik, gdy po rykoszecie po strzale Alexa Scotta piłka spadła pod nogi Marcusa Taverniera, który był czujny i wpakował ją do siatki.
Przewaga gości powinna zostać podwojona już dwie minuty później, gdy niecelne podanie Svena Botmana trafiło pod nogi Evanilsona, który był niepilnowany 18 metrów od bramki, ale jego strzał lewą nogą był bardzo niecelny i poleciał wysoko nad poprzeczką.
Obrona Srok wyglądała niepewnie, a Bournemouth chciało to wykorzystać, będąc blisko drugiego gola w 25. minucie, gdy szybka akcja lewą stroną zakończyła się strzałem Taverniera po ziemi w kierunku Lukáša Horníčka.
Jednak podopieczni Marco Rose nie musieli długo czekać na podwyższenie prowadzenia, bo po strzale Justina Kluiverta piłka odbiła się od słupka, spadła pod nogi Scotta, a jego podanie zostało odbite przez Malicka Thiawa i wpadło do dalszego rogu bramki.
Dwubramkowa przewaga gości nie trwała jednak długo, bo Harvey Barnes wziął sprawy w swoje ręce, wszedł z lewej strony i precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w okienku bramki.

Przerwa mogła przyjść w nieodpowiednim momencie dla Newcastle, które zaczynało dominować nad rywalem, ale po zmianie stron obraz gry się nie zmienił, a Joe Willock już na początku drugiej połowy minimalnie chybił głową.
Jednak rozmontowanie twardej defensywy Bournemouth okazało się trudnym zadaniem dla zespołu Jaissle, który z każdą minutą wyglądał na coraz bardziej zmęczony, co zmusiło trenera Newcastle do wprowadzenia sprowadzonego w ostatnim dniu okienka transferowego za duże pieniądze Matiasa Fernandeza-Pardo w desperackiej próbie odwrócenia losów meczu.
Zmiany nie przyniosły jednak oczekiwanego efektu, bo Newcastle nie potrafiło powtórzyć skuteczności z ostatniej tercji boiska, jaką pokazało tydzień temu w wyjazdowym zwycięstwie 2:0 z Tottenhamem Hotspur.
Bournemouth, które w dwóch pierwszych meczach traciło gole w końcówkach, nie mogło być spokojne o wynik do ostatnich minut, a najgorszy scenariusz ziścił się na dwie minuty przed końcem, gdy Jacob Ramsey zachował zimną krew w zamieszaniu w polu karnym i precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w dolnym rogu bramki.
Ten gol sprawia, że Wisienki zapisują się w niechlubnej historii jako pierwszy zespół, który w trzech pierwszych meczach sezonu zdobywał gola jako pierwszy i żadnego z nich nie wygrał.

Flashscore Piłkarz Meczu: Marcus Tavernier (Bournemouth)
