Przeciwnikami Realu Madryt w decydującym meczu w przyszłą niedzielę o godzinie 16:00 będą Barcelona lub Osasuna. Drugi półfinał odbędzie się w czwartek o godzinie 21:00, również na Al-Awwal Park.
Sprawdź komplet informacji statystycznych o meczu Real-Atletico
Atlético Madryt będzie miało szansę na rewanż w przyszły czwartek, tym razem w ramach meczu Copa del Rey. Starcie odbędzie się na Cívitas Metropolitano.

Elektryzująca pierwsza połowa
Pierwsza połowa w Rijadzie była jak historia całego meczu w skrócie. Atlético zaczęło lepiej i otworzyło wynik już po sześciu minutach. Hermoso otrzymał piłkę po rzucie rożnym od Griezmanna i próbował strzelić klubowi, który go oddał.
Pierwsza szansa Realu nadeszła dopiero w 20. minucie, ale od razu okazała się skuteczna. To Rüdiger wyrównał po rzucie rożnym Modricia.
Szybko strzelony gol podbudował morale Los Blancos, którzy przejęli kontrolę nad meczem. Prowadzenie dla Realu przyszło w 29. minucie, po akcji dwóch środkowych obrońców: Carvajal dośrodkował nisko, a Mendy wyskoczył, by strzelić gola. Ale wynik wciąż się zmieniał. W 37. minucie Griezmann wykonał świetny indywidualny bieg - nie do zatrzymania dla rywali - i uderzył pod lewy słupek, stając się najlepszym strzelcem Atleti w historii (174 bramki).
Pech Kepy, Pech Savicia
Po tak intensywnej pierwszej połowie, derby straciły tempo w drugiej. Real Madryt kontrolował akcję, ale pechowy "pinball" pomiędzy Kepą a Rudigerem wpakował piłkę do siatki. Real po raz drugi musiał gonić wynik pomimo dwóch strzelonych goli.
Trzeba przyznać, że bramkarz źle ocenił dośrodkowanie. Szcześliwie dla niego, ta stracona bramka nie była decydująca. Królewscy odzyskali inicjatywę i zdołali raz jeszcze wyrównać, tym razem po strzale Carvajala. Los Colchoneros obronili trzy strzały w tej samej akcji, ale czwartego nie dali rady!
A więc dogrywka. W niej nie było mowy o przełamaniu, jakby obie strony były świadome traumy sprawianej sobie nawzajem ciągłymi zmianami wyniku. W całej dogrywce padł raptem jeden celny strzał, a mimo to aż dwie bramki. Jak to możliwe? Decydujący był pech Stefana Savicia - to on władował piłkę do samej bramki, łamiąc Atleti w 116. minucie.
Powrotu dla Atletico już nie było, za to Real nie powiedział ostatniego słowa. A tym było uderzenie Brahima Diaza w doliczonym czasie gry! Może i jest dużo niższy od Oblaka, ale wyprzedził go w biegu do piłki, gdy golkiper Atletico brał udział w ostatnim, desperackim ataku.

