Lechia Gdańsk - Jagiellonia Białystok (0:6)
Faworyt ostatniego meczu środy był jasny od początku. Lechia wyraźnie przygotowała się na ofensywną grę Jagiellonii i cofnięta nisko skupiała się na neutralizowaniu kolejnych prób gości. Oglądaliśmy atak za atakiem Dumy Podlasia i oddech ulgi przechodzący przez trybuny, gdy kolejne strzały szły poza światło bramki.
Chwilami można było odnieść wrażenie, że gra toczy się tylko na 20-25 metrach od bramki Lechii. A mimo to minął kwadrans, po nim kolejny i nie było żadnego gola. Oczekiwanie Gdańszczan na okazję do skutecznej kontry zostało jednak skarcone, gdy w 34. minucie Nik Prelec – dość szczęśliwie – przeszedł obrońcę z piłką i niskim uderzeniem wpakował futbolówkę obok wychodzącego Weiraucha.
O pierwszego gola Jagiellonia musiała się bardzo długo starać, ale po rozwiązaniu worka kolejny przyszedł już zaskakująco łatwo. W 40. minucie centra z lewej przeszła na drugą stronę po błędzie Tomasza Wójtowicza, gdzie niekryty Ousmane Sow zapakował na 2:0 i dał komfortowe prowadzenie do przerwy.
Choć mieli zaliczkę, Białostoczanie momentalnie ruszyli do kolejnych ataków w drugiej połowie, już po minucie dopisując strzał Cirkovicia do trudnego sprawdzianu Szymona Weiraucha. W tym przypadku golkiper mógł odetchnąć, ale wkrótce znów wyciągał piłkę z siatki. W 50. minucie Klynge wprost z rożnego wrzucił piłkę na głowę Sowa, a ten po rękawicach 22-latka zdobył gola na 3:0.
Zaledwie cztery minuty później świetne podanie Romanczuka pomogło zawiązać spontaniczny atak, w którym Cirković oddał na środek do Jeesusa Imaza, a Hiszpan pogrążył miejscowych niskim strzałem między nogami obrońcy.
Na tym etapie wydawało się, że Jagiellonii wchodzi wszystko i – jakby na potwierdzenie – Sow przyjął w 61. minucie piłkę od Rallisa, by następnie wkręcić ją w samo okienko i skompletować hat-tricka. Młodzieżowy reprezentant Grecji chwilę później założył siatkę obrońcy i ruszył sam na bramkę, by dobić osamotnionego Weiraucha szóstym golem.
Adrian Siemieniec mógł spokojnie sprowadzić najbardziej zmęczonych zawodników, bo Lechia nie przejawiała możliwości ataku. Przeciwnie, to zmiennicy w składzie Jagi chcieli się pokazać - kolejnego szukał choćby Rallis, dlatego miejscowi mogli odetchnąć, że arbiter nie doliczył ani minuty.

Polonia Środa Wielkopolska - Śląsk II Wrocław (3:1)
W Środzie Wielkopolskiej strzelanie rozpoczęli przyjezdni z Dolnego Śląska, jednak gol Igora Kobelczuka z 37. minuty nie dał radości nawet na chwilę. Już minutę później Polonia odpowiedziała za sprawą Patryka Mikity. Z kolei tuż przed przerwą prowadzenie miejscowym dał Bartosz Bartkowiak. Wynik pięć minut po przerwie ustalił Piotr Skrobosiński.
GKS Tychy - Pogoń Siedlce (4:2, po dogrywce)
Po dublecie Kacpra Plichty w niewiele ponad kwadrans wydawało się, że GKS Tychy jest na autostradzie do awansu. Dobre samopoczucie piłkarzy i kibiców utrzymywało się bardzo długo, zanim powróciło stare prawidło, że 2:0 to ryzykowny wynik.
Maciej Rosołek po golu w weekend dołożył kolejnego w 69. minucie, a w 90+3. minucie wymusił rozegranie dogrywki. Pogoń Siedlce wróciła… przynajmniej na kilka kolejnych minut. Józef Chorosiński odzyskał bowiem prowadzenie w 97. minucie, a w drugiej połowie dogrywki wygraną przypieczętował Mateusz Lewandowski.
Puszcza Niepołomice - Wisła Płock (1:2, po dogrywce)
Po pokonaniu rezerw Wisły Płock, w 1/16 finału Puszcza musiała mierzyć się z pierwszą drużyną mazowieckiego klubu. Trajektoria spotkania wydawała się jasna, gdy Said Hamulić w 29. minucie upolował pięknego gola nożycami.
Jego trzecie trafienie w sezonie dało prowadzenie Wiśle, która do przerwy powinna była schodzić z wynikiem 2:0. Otrzymany kilka minut po pierwszym golu rzut karny nie przyniósł jednak trafienia, Fabian Hiszpański nie zdołał pokonać Wiktora Kowala i do przerwy na tablicy widniała tylko jedna bramka.
Nafciarze musieli tego żałować, ponieważ gospodarze przejęli inicjatywę w poszukiwaniu wyrównania. Długo czekali na realizację celu, jednak po nieudanym ataku Wisły Niepołomiczanie ruszyli z piłką przez całe boisko. Bartosz Kurzeja wytrzymał napięcie i strzałem – choć spowolnionym przez bramkarza – zdołał otworzyć konto w 83. minucie.
Konieczna okazała się dogrywka, a w niej decydujące znaczenie miał wprowadzony w końcówce Samuel Akere. To on w 109. minucie zapewnił zwycięstwo i awans Wiśle.

Znicz Pruszków - Ruch Chorzów (0:1)
Po wyeliminowaniu Cracovii piłkarze z Pruszkowa nie mogli zostać zlekceważeni przez Ruch Chorzów. Widać to było w postawie Niebieskich, którzy w 20 minut oddali trzy strzały, nie pozwalając na rewanż miejscowych. Ale że gol nie padł, w 25. minucie Komor musiał nerwowo blokować uderzenie na bramkę Ruchu.
Zdecydowanie więcej działo się jednak po drugiej stronie, gdzie w 36. minucie najlepszą okazję pierwszej połowy miał Agustin Coscia. Obrócił się i uderzył w niełatwym położeniu, jednak obok słupka. Jeszcze przed przerwą Gzowski zatrzymał jego kolejną próbę, zaś pod bramką Ruchu główka Głowińskiego nie została skierowana w światło bramki.
Powrót do gry nie przyniósł zmiany dynamiki i wreszcie Ruch otworzył wynik po ponad godzinie spotkania. Po rzucie rożnym przy bliższym słupku piłkę podbił głową Michał Chrapek, a jej wysoki lot chyba uśpił czujność Znicza. Futbolówka nieoczekiwanie wpadła tuż przy dalszym słupku i otworzyła wynik.
Choć niecałe 10 minut później poprzeczkę obił jeszcze Shuma Nagamatsu (chyba i tak spalił), to ostatnie pół godziny upływało pod znakiem walki o wyrównanie Znicza. Ogromne emocje wzbudziły na trybunach główka Jacha w 83. minucie czy uderzenie z wolnego w 89. minucie, którym Michał Borecki obił słupek chorzowskiej bramki. Choć miejscowi walczyli do końca, wynik nie uległ już zmianie.

Siarka Tarnobrzeg - Lech Poznań (1:0)
Mimo wyjątkowo niefortunnej pory, w Tarnobrzegu mecz z mistrzem Polski wymusił szybkie powiększenie stadionu o tymczasową trybunę. Siarka bywała już niewygodnym rywalem dla faworytów i tym razem nie było inaczej. Choć to Lech posiadał piłkę, gospodarze pierwsi postraszyli. Po 10 minutach świetny rajd Bruno Wacławka nie dał jeszcze efektu, ale moment później padł pierwszy strzał wymagający interwencji Pruchniewskiego.
Ekipa z Poznania przez pół godziny nie miała klarownej sytuacji, a wyróżnić można próbę przewrotki Yannicka Agnero, który jednak trafił w głowę Peciaka i zarobił kartkę. W większości ataki Lecha kończyły się niecelnymi uderzeniami, z kolei fazy przejściowe wyraźnie lepiej wykorzystywała Siarka.
Kolejna przewrotka – z 36. minuty – autorstwa Berggrena również została zablokowana, a ofiarność gospodarzy w defensywie bardzo się opłacała. Nie tylko zneutralizowali ofensywę Lecha, ale też wyeliminowali Agnero. Ten po stemplu w polu karnym Siarki zarobił drugą żółtą kartkę i wyleciał z boiska. W 45. minucie Leo Bengtsson przedłużył głową wrzutkę i to był jedyny świetny moment Lecha do przerwy, zatrzymany paradą Tomasza Pytlaka.
Z kolei w ostatnich sekundach pierwszej połowy Patryk Peciak po rzucie rożnym posłał kąśliwą główkę, tyle że wprost przed Pruchniewskiego. Ten schemat ostatecznie dał efekt dopiero po przerwie. W 63. minucie wrzutka z narożnika pozwoliła Arkadiuszowi Kasi uderzyć głową pod słupek, a zaskoczony golkiper Lecha nie rzucił się do piłki.
Euforia całego stadionu niosła zawodników Siarki, którzy nieskutecznie próbowali pójść za ciosem, za to w obronie imponowali determinacją. W 69. minucie udało się zablokować uderzenie Berggrena, gdy Lech w końcu włączył wyższy bieg. Frederiksen wprowadził posiłki w postaci Rodrigueza, Gurgula i Walemarka, ale niewiele to dało – Szwed pokazał się dopiero w 76. minucie próbą wyłudzenia karnego, a w 82. minucie z dystansu minął bramkę.
Napór Kolejorza rósł z kolejnymi minutami, ale Siarka cierpliwie broniła się w niskiej obronie. Gorąco zrobiło się dopiero w 90. minucie, gdy Walemark huknął z dystansu, a po wybiciu przez Pytlaka dobijał Berggren. Bramkarz Siarki zaimponował jednak kolejną interwencją. Choć Daniel Stefański dołożył więcej niż planowano, to goście nie zdołali wyrównać.

Sokół Kleczew - Podhale Nowy Targ (2:1)
Już drugi sezon grają przeciwko sobie na trzecim poziomie rozgrywek, ale Sokół Kleczew wciąż czekał na swoje pierwsze zwycięstwo nad Podhalem. W Pucharze cel wydawał się zrealizowany już do przerwy, gdy strzelali Daniel Dudziński i Kacper Śpiewak. Po drugiej stronie nadzieje gości ożywił Peter Vosko na niecałe 10 minut przed końcem, jednak Podhale nie odrobiło drugiego gola straty.
