Sebastian Świderski: polskie siatkarki "czarnym koniem" igrzysk w Paryżu

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Sebastian Świderski: polskie siatkarki "czarnym koniem" igrzysk w Paryżu
Sebastian Świderski: polskie siatkarki "czarnym koniem" igrzysk w Paryżu
Sebastian Świderski: polskie siatkarki "czarnym koniem" igrzysk w Paryżu
PAP
"Jakikolwiek medal w Paryżu będzie dużym sukcesem" – podkreślił w wywiadzie dla PAP prezes PZPS Sebastian Świderski, zdaniem którego nie tylko drużyna trenera Nikoli Grbica ma szanse na sukces. "Nasze siatkarki mogą okazać się +czarnym koniem+ turnieju olimpijskiego" – ocenił.

Polska Agencja Prasowa: Obserwując rozgrywki ligowe i widząc wszystkie urazy kadrowiczów, czy w perspektywie igrzysk olimpijskich pojawia się u pana niepokój?

Sebastian Świderski: Oczywiście, nawet podwójny. Po pierwsze kontuzje, które powodują, że zawodnicy nie mogą grać i trenować. Po drugie, rozgrywki w naszym kraju są trudne, czasami połączone z finałami Ligi Mistrzów, które przeciągają sezon ligowy, w wyniku czego siatkarze są lepiej przygotowani do okresu reprezentacyjnego, są bardziej pewni swoich umiejętności i tego, co robią na boisku, a teraz ci, którzy wrócą po długiej przerwie, będą musieli dopiero odbudowywać formę oraz swój poziom sportowy. Dlatego jestem bardzo mocno zaniepokojony, ale też wierzę w to, że nasi zawodnicy wrócą do zdrowia i zdążą przygotować się fizycznie, a już w trakcie rozgrywek reprezentacyjnych również mentalnie do igrzysk.

PAP: Trener Grbic poinformował, że pierwsze zgrupowanie rozpocznie się już 29 kwietnia. To pana zdaniem zapewni odpowiednią ilość czasu, by przygotować kadrę do najważniejszej imprezy sezonu, a nawet czterolecia?

S.Ś.: Moim zdaniem przygotowania rozpoczęły się już w momencie, kiedy nasza drużyna zakwalifikowała się do igrzysk. Wtedy zaczyna się praca mentalna i w pewnym sensie też fizyczna przed tak trudnym i ważnym sezonem reprezentacyjnym. 29 kwietnia spotykamy się z kadrowiczami i zaczynamy już konkretną pracę. Na pewno trzeba będzie dać trochę odpocząć bardziej obciążonym zawodnikom po rozgrywkach klubowych. To jednak mało czasu, żeby wejść na najwyższy poziom meczowy, patrząc też przez pryzmat ligi i tego, co się dzieje z kadrowiczami w tym sezonie.

PAP: W tym roku po raz pierwszy od 2008 roku w igrzyskach olimpijskich zagra zarówno męska, jak i żeńska reprezentacja. W Pekinie jako zawodnik był pan świadkiem takiej sytuacji. Czy z pana perspektywy obecność kolegów i koleżanek z reprezentacji to dodatkowy plus?

S.Ś.: Myślę, że tak. Takie wsparcie poza treningami jest cenne, chociaż pamiętajmy, że obie ścieżki trochę się rozchodzą, gdyż w innych terminach grają panie, a w innych panowie. Spotkań nie ma za dużo, ale możliwość wspólnych posiłków i rozmów, analizy, wymiany doświadczeń daje dużo pozytywnych emocji. Jeśli jest taka opcja, chociaż nie zawsze tak było, to wyjazd na mecz drugiej reprezentacji i kibicowanie też podnosi na duchu tych, którzy są na boisku i daje dodatkową motywację. Teraz jednak trochę zmieniono system rozgrywek, są trzy grupy, więc terminarz będzie inny, ale możliwość spędzenia czasu wolnego w wiosce olimpijskiej, także z reprezentantami innych dyscyplin, też pozytywnie wpływa na morale zawodników.

PAP: Bardzo ciężko będzie przebić zeszły rok pod względem polskich sukcesów w siatkówce zarówno halowej, jak i plażowej. Czy pana zdaniem jakikolwiek medal olimpijski wywalczony przez biało-czerwonych w Paryżu na to pozwoli?

S.Ś.: Będzie bardzo trudno, ale też będzie to praktycznie niemożliwe, bo już nigdy nie będzie tylu imprez w jednym sezonie, odchodzą m.in. turnieje kwalifikacyjne do igrzysk, które nie są co prawdą imprezą medalową, ale niezwykle prestiżową. Patrząc jednak na ten rok, to w europejskich pucharach mamy już jedno trofeum i jeszcze dwie szanse są przed nami. Będzie bardzo ważna dla nas Liga Narodów, bo choć mamy już kwalifikację do igrzysk, to punkty rankingowe są kluczowe dla rozstawienia. Czy uda się powtórzyć sukcesy z poprzedniego roku? Nie wiem, natomiast smak i waga rozgrywek olimpijskich są ogromne, szczególnie biorąc pod uwagę, że przez wiele lat nie udawało się wejść do "czwórki", a tym bardziej wywalczyć medalu. Dlatego jakikolwiek medal w Paryżu będzie dużym sukcesem, zarówno w siatkówce plażowej, jak i halowej, gdzie nie tylko panowie mają szansę na medal, ale nasze panie mogą być – i moim zdaniem będą – "czarnym koniem" tego turnieju.

PAP: W przyszłym roku siatkarzy i siatkarki czeka kolejna duża impreza – mistrzostwa świata. Wciąż nie wiadomo jednak, gdzie się odbędą. Nie sądzi pan, że to stwarza ryzyko, iż turniej nie będzie odpowiednio przygotowany? Czasu na organizację zostało przecież bardzo mało...

S.Ś.: Możliwe, że gospodarze już wiedzą, że została im przyznana organizacja tych imprez i już działają. Jest to na pewno do zrobienia. Czy jednak w takim pośpiechu warto organizować taki turniej? Wydaje mi się, że nie. Promocja powinna być odpowiednia i cała otoczka wokół tego wydarzenia, a na to potrzeba więcej czasu. My na pewno będziemy walczyć, by na tych mistrzostwach się pojawić i tak jak jeden z naszych zawodników powiedział, żeby mistrzowski puchar wrócił do Polski.

PAP: Miał pan już okazję spotkać się i porozmawiać z nowym ministrem sportu Sławomirem Nitrasem na temat współpracy z PZPS?

S.Ś.: Tak, mieliśmy możliwość spotkać się z panem ministrem. Mówiliśmy, co i jak robimy, jakie są plany na przyszłość. Było bardziej informacyjne. Jesteśmy też już umówieni w najbliższym czasie na kolejne rozmowy, już bardziej szczegółowe, dotyczące także m.in. mistrzostw świata w 2027 roku, których jesteśmy organizatorem, bo chcemy już zacząć przygotowania do tej imprezy.