Broniący w Turynie trofeum wywalczonego przed rokiem w Łodzi zespół z Perugii w półfinale pokonał PGE Projekt 3:0. Jedyny moment, w którym Warszawianie byli w stanie zagrozić Sir Sicoma Monini, był w końcówce trzeciego seta.
"W trzecim secie, trzeba przyznać, mieliśmy już dużą przewagę i trochę chyba za bardzo byliśmy pewni siebie. Daliśmy pole do popisu Warszawie, rywale zaczęli lepiej grać. Faktycznie, nasza przewaga stopniała i graliśmy punkt za punkt. Ale fajnie, że udało nam się wytrzymać i finalnie ten trzeci set przechylić na naszą korzyść, zamknąć to spotkanie w trzech setach" - powiedział Semeniuk.
"Warszawa zaczęła grać dobrze, ale my też troszeczkę przestaliśmy być skuteczni na siatce. Popełnialiśmy proste błędy. Mówiliśmy sobie, że ok i tak mamy przewagę, więc spokojnie, spokojnie, ale faktycznie to prowadzenie zaczęło topnieć i doszło do stanu po 22, zaczęły się nerwy" - dodał.
Polski przyjmujący, grający w Perugii od 2022 roku, w pomeczowych rozmowach podkreślał, że wynik wskazuje na łatwe spotkanie, ale półfinał wcale taki nie był dla jego zespołu.
"Nie było łatwo. Czuję w nogach, że musieliśmy się napracować. To, że na tablicy wyników tak wyglądają dwa pierwsze sety (25:19, 25:20 - PAP), to też jest efekt tego, jak my graliśmy. Trzeba też nam oddać, że potrafimy grać w siatkówkę i jak złapiemy swój rytm, to można powiedzieć, że dominujemy na boisku. Przydarzają się nam jednak czasami takie momenty, w których jesteśmy bardziej rozluźnieni, mniej skoncentrowani, niekonsekwentni w tym, co robimy i przewagi troszeczkę nam uciekają" - analizował siatkarz z Kędzierzyna-Koźla.
Halę w Turynie zdominowali kibice Sir Sicoma Monini, jednak nie wypełnili trybun, które świeciły pustkami.
"Troszeczkę słabo to faktycznie wygląda, ale chapeau bas dla naszych kibiców z Perugii, którzy naprawdę ogromną część widowni zapełnili. Są z nami zawsze na dobre i na złe, wszędzie za nami jeżdżą. Super się gra mając takich kibiców za plecami. Można mieć jednak jeszcze życzenie, żeby przyszło więcej kibiców. Mam nadzieję, że na wielki finał i mecz o trzecie miejsce przybędzie więcej fanów i trybuny zapełnią się po same brzegi" - powiedział Semeniuk.
Siatkarze Perugii w Turynie bronią trofeum, jednak traktują niedzielny finał jako nową historię, a nie jako szansę na powtórkę sprzed roku. Takie podejście sprawdzało się w przeszłości w przypadku Semeniuka, który dwukrotnie triumfował w LM również z Zaksą Kędzierzyn-Koźle (2021, 2022).
"Dlatego ja podchodzę do każdego Final Four, czy wcześniej super finałów, jak do nowej historii. Jest ona kompletnie inna niż to, co było w tamtym roku. Jest inna drużyna, chociażby dwie nowe ekipy w Final Four, więc nie można tego porównywać jeden do jednego, że faktycznie bronimy tytułu. Gramy po prostu o Puchar Europy" - podkreślił reprezentant Polski.
Finał zostanie rozegrany o godz. 20.30. Wcześniej, o godz. 17, o trzecie miejsce w LM powalczą PGE Projekt Warszawa i Ziraat Bankkart Ankara.
