Od pierwszych piłek było widać, że różnica poziomów obu zespołów jest gigantyczna. Izraelczycy popełniali masę błędów, zarówno w przyjęciu, jak i w atakach, a Polacy grali swoją uporządkowaną siatkówkę, a wynik na tablicy automatycznie uciekał. Już w połowie seta biało-czerowni zyskali 10 punktów przewagi i taki stan rzeczy utrzymywał się do końca partii.
Nikola Grbić mógł pozwolić dziś sobie na rotację i zmiany, a zawodnicy mogli przetestować różne rozwiązania. Dużo okazji do ataków miał Kamil Sasak, a bardzo dobrze dysponowany był Kamil Semeniuk. Tomasz Fornal pojawił się za to na parkiecie jedynie w końcówce.
W drugim secie nasi rywale starali się w miarę trzymać punktowo Polaków, ale ci znowu odskoczyli w połowie seta, zaliczyli serię sześciu zdobytych punktów z rzędu i losy partii były tak naprawdę przesądzone. Wiele o tym meczu powie fakt, że skutecznym atakiem popisał się nawet... Marcin Komenda. Co prawda w sytuacyjnej piłce, ale jednak.
Martwić mogła jedynie dyspozycja Sasaka, który mimo mnogości ataków, bardzo często nie był w stanie skończyć akcji, mimo że zarówno blok, jak i przyjęcie reprezentantów Izraela pozostawiały wiele do życzenia.
Trzeciego seta trener Grbic rozpoczął niemal zupełnie inną szóstką niż pierwszego, co doskonale pokazywało, jaką rolę odgrywało dla Polaków dzisiejsze spotkanie.
Liderem na tym etapie meczu niewątpliwie był Fornal, który kończył atak za atakiem oraz dokładał do tego punkty z linii serwisowej.
Co tu dużo mówić, mecz się odbył, a biało-czerwoni po dwóch meczach Mistrzostw Europy mają komplet punktów i komplet wygranych setów.
