Sinner od triumfu na Wimbledonie nie rozegrał ani jednego meczu, a po serii wycofań postanowił przedwcześnie zakończyć tegoroczny sezon. Powodem jest prawe kolano. Jedną z możliwych przyczyn może być zespół pasma biodrowo-piszczelowego, który wiąże się z nadmiernym obciążeniem fizycznym. Dokładna diagnoza nie została jednak jeszcze potwierdzona, dlatego nie można z całą pewnością określić również długości rehabilitacji.
Do sytuacji odniósł się były trener przygotowania fizycznego Włocha Marco Panichi, który przez wiele lat współpracował również z Novakiem Djokoviciem, dzięki czemu dobrze zna wymagania fizyczne, którym muszą sprostać zawodnicy na najwyższym poziomie.
"Jeśli chodzi o ten problem, będzie pauzował przez dłuższy czas” - ostrzega Panichi. Zwrócił również uwagę, że rozwiązanie problemu może nie być proste. Jego zdaniem operacja w podobnych przypadkach nie jest tak jednoznaczną metodą leczenia jak na przykład przy zerwanym więzadle. "Przy takiej diagnozie niewielu decyduje się na operację” - dodał.
Według Panichiego jednym z czynników, które mogą przyczyniać się do podobnych komplikacji, jest coraz bardziej wymagający kalendarz tenisowy. "Kiedy cały czas gra się na maksymalnym poziomie i w zabójczym tempie, ryzyko kontuzji jest zawsze obecne” - podkreślił. Poza oficjalnymi turniejami zawodnicy przyjmują również zaproszenia na mecze pokazowe, co może utrudniać im planowanie odpoczynku i regeneracji.
Sinner musi teraz przede wszystkim uporać się z problemami zdrowotnymi i przygotować do powrotu bez ryzyka odnowienia urazu. Wciąż nie wiadomo, jak długo będzie poza rywalizacją i czy potwierdzi się podejrzenie zespołu pasma biodrowo-piszczelowego. Równie niepewne pozostaje to, czy zdąży na początek nowego sezonu i wybierze się do swojej ulubionej Australii. Słowa Panichiego sugerują jednak, że droga powrotna może potrwać dłużej, niż życzyłby sobie tego włoski tenisista.
