Po przebrnięciu kwalifikacji w Ningbo, Katarzyna Kawa (128. WTA) zaczęła pisać historię: pierwsza wygrana na poziomie WTA 500 z Darią Snihur (40. WTA), następnie pierwsza wygrana z rywalką z top 15 kosztem Belindy Bencic (14. WTA). W ćwierćfinale stanęła u progu pierwszej setki rankingu, jednak warunkiem wejścia do niej było pokonanie królowej sezonu – Jeleny Rybakiny (1. WTA).
Sprawdź szczegóły meczu Rybakina – Kawa
Pełna dominacja Rybakiny na otwarcie
Kazaszka spędziła w rozgrywkach ledwie pół godziny po kreczu pierwszej rywalki, co wyraźnie kontrastowało ze żmudną drogą Polki. Ta wygrała losowanie, lecz oddała pierwszeństwo podania faworytce. Rybakina błyskawicznie otworzyła wynik, a nieco spięta Kryniczanka błędami przy pierwszym podaniu ułatwiła przełamanie na 2:0.
Szybkość i różnorodność zagrań dały 27-latce przewagę 3:0 już po 10 minutach. Dopiero w czwartym gemie serwis i piękny forhend w linię pozwoliły Kawie wejść na tablicę. Niestety, podanie Polki nie działało równie dobrze w szóstym gemie, stąd szybkie 0:40.
Zareagowała asem i agresywnie poprowadzoną wymianą, jednak Kazaszka wkrótce miała na koncie 5:1. Choć Kawa zaskoczyła ją bekhendem po linii w siódmym gemie, to asy serwisowe zamknęły seta po 23 minutach.
Kawa rozhuśtała faworytkę i ją ograła
Jelena pozostawała znacznie szybsza i przedłużyła zwycięską serię przełamaniem na otwarcie drugiego seta. Biorąc pod uwagę, że Polka przez całą pierwszą partię ugrała raptem dwa punkty przy podaniu rywalki, zanosiło się na „spacerek” dla liderki rankingu.
Jednak Polka fantastycznie weszła returnem, zdobywając dwa punkty, a trzeci otrzymując niejako w nagrodę – pod presją Rybakina popełniła błąd podwójny. Na tym etapie oglądaliśmy najbardziej wymagającą wymianę spotkania, gdy Kazaszka broniła się zaciekle. Zniwelowała dwa break pointy, jednak Kawa wywalczyła trzeci i tym razem bekhend po linii pozwolił odrobić stratę.
Światowa jedynka natychmiast chciała odzyskać inicjatywę, tyle że nawet 40:0 przy podaniu Polki nie dało powodzenia. Ta pod presją grała z uśmiechem, nie bojąc się ryzyka i pewnie gdyby nie problemy z pierwszym podaniem, szybciej objęłaby prowadzenie. Konieczna okazała się obrona aż sześciu break pointów, a trzy gemy drugiej partii trwały tyle, co cały pierwszy set.
Polka wyraźnie nadszarpnęła pewność siebie Kazaszki, uzyskując po kolejnych jej błędach break pointa na 3:1. Tym razem już pierwsza okazja dała niespodziewaną przewagę Polce, która następnie obroniła się przed przełamaniem i doczekała się błędu returnu Rybakiny, wychodząc na 4:1 z głośnym okrzykiem „Come on!”.

Rozbita Kazaszka w szóstym gemie popełniła dwa podwójne z rzędu, a return Polki dał jej dwa kolejne break pointy. Dopiero po obronieniu pięciu piłek na przełamanie Rybakina odzyskała równowagę i wejściem w kort zgarnęła gema na 2:4. Za to wejście Kawy w siódmym gemie skończyło się błędem przy próbie smeczu i Moskwianka wydawała się odzyskiwać inicjatywę, przełamując na 3:4 chwilę później.
Polka nie zamierzała jednak odpuszczać i po jej dwóch zdobytych przy returnie punktach znów Rybakina nie dźwignęła: błąd podwójny i dwa break pointy. Forhend po linii dał 5:3, przerywając próbę powrotu faworytki. Czytająca return Jeleny Polka błyskawicznie wywalczyła piłkę setową i poprowadziła wymianę tak, że mogła zacisnąć pięść w geście triumfu.
Jelena odzyskała kontrolę
Po nieoczekiwanej historii drugiego seta bukmacherzy natychmiast zmienili kursy, jednak Rybakina niezmiennie pozostawała faworytką. Liderka rankingu starała się maksymalnie zresetować i świetnie zaczęła decydującą odsłonę. Po obronionym podaniu docisnęła Polkę, która drugim break poincie popełniła błąd podwójny. To oznaczało 2:0, a już po 10 minutach seta było 3:0.
Mecz wrócił więc na oczekiwaną trajektorię, oddalając widmo sensacji. Uspokojona Rybakina znów całowała piłką linie i bardzo dobry poziom Kawy pozwolił otworzyć konto dopiero przy stanie 3:1. Gdy serwowała rywalka, punkt był szczytem Polki. Niestety – tak samo ułożył się szósty gem seta, gdy Rybakina miała i jakość, i szczęście, wychodząc na 5:1.
Po meczu? Jeszcze nie, fantastyczna kątowa piłka dała Kawie 15:0, returnem wymusiła błąd na 30:0 i nie zamierzała niczego ułatwiać. Rybakina sięgnęła więc po bezbłędny serwis i nim odcięła Polkę od kolejnych punktów, kończąc mecz wygraną po godzinie i 46 minutach. Mimo porażki 33-latka może z podniesioną głową pożegnać się z Ningbo - zamiast meczu bez historii zafundowała najlepszej zawodniczce świata sporo nerwów.

