Jak Zverev dokonał swojego odkupienia w Paryżu? Kluczowe momenty i liczby

Alexander Zverev wreszcie zdobył trofeum wielkoszlemowe w Paryżu
Alexander Zverev wreszcie zdobył trofeum wielkoszlemowe w ParyżuBerzane Nasser/ABACA / Shutterstock Editorial / Profimedia

W końcu. Alexander Zverev zdążył do skrótu przy siatce, potem odegrał lob, a gdy jego finałowy rywal, Flavio Cobolli, posłał smecz w aut, padł na kort ziemny i wybuchł płaczem. Jedno z najdłuższych oczekiwań na trofeum wielkoszlemowe dobiegło końca. Niemiecki tenisista spełnił swoje marzenie, a kibice w jego kraju po trzydziestu długich latach znów mogą świętować mistrza.

Jeśli nie teraz, to kiedy? Tak, w tym roku w Paryżu otworzyła się wyjątkowa szansa dla szerokiego grona wiecznych pretendentów. Obrońca tytułu, Carlos Alcaraz, nie mógł wystąpić z powodu kontuzji ręki, a numer jeden na świecie, Jannik Sinner, odpadł w drugiej rundzie. Przez chwilę kibice tenisa marzyli więc o 25. tytule Novaka Djokovicia

Ale nawet jemu się nie udało... 

Tym razem jednak wieczny pretendent, Zverev, nie wypuścił okazji z rąk. W drodze po tytuł stracił tylko cztery sety, choć w finale znów wystawił nerwy swoich kibiców na próbę. Wytrzymał pięciosetową batalię, mimo że łapały go skurcze. "Ale to było bardziej w głowie", przyznał. Świetnie się bronił i zmuszał rywala do błędów. Piłkę meczową wygrał po pomyłce przeciwnika. "Gdy zobaczyłem, jak mój ojciec unosi ręce, dotarło do mnie: udało się", powiedział Zverev.

Został pierwszym Niemcem od czasów Borisa Beckera (Melbourne 1996), który sięgnął po trofeum wielkoszlemowe.

Kluczowe momenty

Zverev – Jódar 7:6, 6:1, 6:3

Hiszpański supertalent rozpoczął znakomicie. Gdy w pierwszym secie prowadził 5:2, wielu kibiców przeczuwało kolejną niespodziankę. Zverev jednak zachował spokój i stopniowo studził euforię Jódara. Odrobił straty, doprowadził do tie-breaka i pewnie wygrał pierwszą partię. Potem jego rywal, młodszy o dziesięć lat, wyglądał już jak bezradny baranek. Ćwierćfinał trwał tylko 148 minut.

Zverev – Menšík 7:5, 6:2, 3:6, 6:3

Półfinał z odważnym Czechem Zverev rozegrał z dużą pewnością siebie. Pomogło mu też to, że Menšík najlepszy tenis zostawił na ćwierćfinał z Fonsecą i nie przypominał już głodnego sukcesów zawodnika z wcześniejszych rund. Utratę koncentracji, która kosztowała go trzeciego seta, naprawił świetnym początkiem czwartego. Zverev wyszedł na 3:0 i nie oddał już przewagi do końca. To była przedostatnia przeszkoda na drodze przyszłego mistrza.

Zverev – Cobolli 6:1, 4:6, 6:4, 6:7, 6:1

W finale dwukrotnie wychodził na prowadzenie, ale jego włoski rywal za każdym razem doprowadzał do remisu. Czwarty set rozstrzygnął się w tie-breaku, gdzie oddał cztery z sześciu własnych serwisów. W innych okolicznościach mogłoby to go złamać psychicznie. Jednak w tym roku Zverev nie zamierzał wypuścić Paryża z rąk. Piątego seta rozegrał koncertowo, przełamał serwis Cobollego, a w czwartym gemie, przy własnym podaniu i stanie 15-40, obronił trzy break pointy i wyszedł na 4:0. Wtedy mecz się rozstrzygnął, a Zverev pokazał znakomitą defensywę; Cobolli zepsuł smecz, tak jak przy piłce meczowej.

Kluczowe liczby

4 – Mówiono, że nie ma głowy do wielkich tytułów. Na pewno pamiętacie US Open 2020, gdzie po załamaniu przy własnym serwisie praktycznie oddał zwycięstwo Dominicowi Thiemowi. Potem przegrał w Paryżu 2024 i w Melbourne 2025. Dopiero za czwartym razem się udało.

Ale czwórka jest symboliczna także z innego powodu: wygrywać w czterech najważniejszych turniejach – czyli Wielki Szlem, Masters, Turniej Mistrzów i igrzyska olimpijskie – przed nim dokonali tego tylko Andre Agassi, Andy Murray i Novak Djoković. On został czwartym muszkieterem.

306 – Tyle uderzeń wygrywających zanotował podczas turnieju. Nikt nie dorównał mu w tej statystyce, choć drugi i trzeci – Jakub Menšík i Matteo Arnaldi (obaj po 277) – rozegrali kilka setów mniej. Najbardziej przekonujące spotkanie Zverev rozegrał z Tomášem Macháčem w drugiej rundzie (45 winnerów przy zaledwie 17 niewymuszonych błędach), natomiast w finale z Cobollim zakończył na minusie (50-54).

41 – Zverev dosłownie wyczekał się na swój wielkoszlemowy tytuł. Minęło 41 turniejów Wielkiego Szlema, zanim wreszcie potwierdził swój talent tytułem. Tylko Goran Ivanisević czekał dłużej na swój pierwszy i jedyny tytuł wielkoszlemowy. Gdy wygrał Wimbledon w 2001 roku, miał 30 lat i był to jego 48. Wielki Szlem.

Kort Philippe Chatrier w Paryżu stał się dla Zvereva miejscem przeznaczenia. Nie chodzi tylko o wspomniany przegrany finał w 2024 roku z Carlosem Alcarazem, gdy prowadził 2:1 w setach. Ma jeszcze trudniejsze wspomnienia z momentu, gdy cztery lata temu musiał poddać półfinał z Rafaelem Nadalem. Zerwał wtedy więzadła w prawej kostce, zszedł z kortu na wózku inwalidzkim i zastanawiał się, czy to nie był jego ostatni mecz w karierze.

Jednak 1 465 dni później opuścił ten sam kort z pierwszym i tak długo wyczekiwanym trofeum wielkoszlemowym. "Ten kort jest dla mnie naprawdę wyjątkowy pod wieloma względami. Przeżyłem tu najlepsze i najgorsze chwile swojego życia", powiedział. Stąd łzy i koszulka ubrudzona mączką. "Gdy leżałem na ziemi, wszystkie emocje wybuchły naraz", wyznał. 

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen