24-latek potrzebował nieco ponad dwóch godzin, by pokonać francuskiego zawodnika z dziką kartą 6:1, 6:3, 6:4.
To było już 30 z rzędu zwycięstwo Sinnera, które pokazało rywalom, jeśli mieli jeszcze jakieś wątpliwości, że Włoch jest w pełni skoncentrowany na kontynuowaniu swojej serii i walce o skompletowanie kariorowego Wielkiego Szlema.
Po wygraniu wszystkich trzech turniejów Masters 1000 na kortach ziemnych przed Roland Garros wydaje się, że Sinner odnalazł klucz do zwycięstw na czerwonej mączce.
Pod nieobecność podwójnego obrońcy tytułu i wicelidera rankingu Carlosa Alcaraza w drabince w Paryżu, trudno wyobrazić sobie, by ktoś inny niż Sinner sięgnął po Coupe des Mousquetaires podczas finału mężczyzn 7 czerwca.
"Bardzo się cieszę, że mogę tu wrócić, to naprawdę wyjątkowe miejsce" – powiedział Sinner.
"Pierwsze mecze nigdy nie są łatwe, ale tym bardziej wyjątkowo jest rozpocząć turniej podczas sesji wieczornej".
Ostatni raz Sinner pojawił się na korcie Philippe Chatrier podczas finału French Open w zeszłym roku, ale jeśli miał jakiekolwiek obawy przed powrotem na miejsce tamtej epickiej, pięciosetowej porażki, w której nie wykorzystał trzech piłek meczowych, to nie dał tego po sobie poznać.
Zawodnik z San Candido od początku narzucił wysokie tempo na korcie centralnym, wygrywając pierwszego seta, tracąc tylko jednego gema w pół godziny. 171. rakieta świata Tabur dzielnie walczył ku uciesze francuskiej publiczności, ale uderzenia Sinnera były zbyt mocne i precyzyjne, dzięki czemu Włoch wypracował sobie prowadzenie dwóch setów.
W trzecim secie Sinner musiał się mocno napracować przy swoim pierwszym gemie serwisowym, by zaraz potem przełamać rywala i przybliżyć się do zwycięstwa. Po nietypowo nieudanym woleju przy pierwszej piłce meczowej, Sinner zmarnował jeszcze dwie kolejne okazje, by ostatecznie przypieczętować zwycięstwo przy własnym serwisie w następnym gemie.
W drugiej rundzie zmierzy się z Argentyńczykiem Juanem Manuelem Cerundolo.
