Finał Wimbledonu postawił pytanie: "Dlaczego Czechy mają tak wiele wartościowych tenisistek?"

Finał Wimbledonu należał do czeskich tenisistek.
Finał Wimbledonu należał do czeskich tenisistek.Adrian DENNIS / AFP / AFP / Profimedia

Finał kobiecy na Wimbledonie rozegrany został pomiędzy dwiema Czeszkami: Lindą Noskovą (21 lat) i Karolíną Muchovą (29 lat). I nie tylko one zachwyciły na trawie Wimbledonu. Skąd bierze się fenomen czeskiego tenisa? Jak to możliwe, że tyle dziewczyn odnosi sukcesy?

Tradycja? Jakiś system? A może pieniądze, które rodzice inwestują w swoje małe córki? Albo ich oddanie, ciągła troska i wyjazdy na różne turnieje? Być może po trochu wszystko. Ale sukcesu nie da się kupić. I nie wynika on też z nostalgii, opowieści czy wspomnień o dawnych mistrzyniach.

Linda Noskova i Karolína Muchova należą dziś do różnych pokoleń. Gdy Karolína po raz pierwszy weszła do czołowej setki rankingu WTA, Linda grała jeszcze w juniorkach. Łączy je jednak jedna rzecz.

"Pokora, ciężka praca i ambicja – to są kluczowe czynniki. Nie ma znaczenia, czy masz cztery osoby w zespole, gdy masz 12 czy 14 lat. Ale jeśli oprócz talentu masz właśnie te wartości, to po prostu pokonasz każdego”, mówi trener juniorów Ondřej Dohnal, który w przeszłości szkolił m.in. Katerinę Siniakovą.

Siła osobowości

Ostatnia dekada na Wimbledonie należała zdecydowanie do czeskiego tenisa kobiecego. Nie chodzi tylko o mistrzynie: Noskovą, Barborę Krejcíkovą, Marketę Vondrousovą czy Petrę Kvitovą. Wśród przegranych finalistek znalazły się Karolína Muchova i Karolína Plíšková, a w półfinałach grały Barbora Strycova i Lucie Safarova. Siniakova z kolei wielokrotnie triumfowała w deblu.

Każda z wymienionych zawodniczek ma swoją własną, wyjątkową historię. I to nie tylko pod względem tenisowym, ale także jako osoba.

Jeśli przypomnimy sobie przemówienia zwyciężczyń, uwagę zwraca na przykład wystąpienie Krejcíkovej, która dwa lata temu na kortach Wimbledonu oddała hołd swojej idolce, trenerce i byłej triumfatorce turnieju, Janie Novotnej. Teraz obie finalistki wygłosiły wzruszające przemówienia. Noskova z całego serca podziękowała swojej mamie, a Muchova pokazała wielkość.

"Często przegrane zawodniczki nie radzą sobie z tą chwilą i wolą ograniczyć swoje przemówienie, by nikogo nie urazić. Dziękują zespołowi, gratulują rywalkom. W przypadku Karolíny jednak przemówienie było tak mocne, że wierzyło się w każde jej słowo. Pogratulowała przyjaciółce, a potem ogłosiła światu, że zamierza jeszcze zdobyć trofeum i wrócić silniejsza. To była niesamowita reklama dla czeskiego tenisa”, podkreśla Dohnal moment, gdy w oczach przegranej finalistki pojawiły się łzy, a na wypełnionej arenie rozległy się zasłużone brawa.

Niewidoczny trener

Czeski tenis kobiecy po turnieju na Wimbledonie znów umocnił swoją pozycję. Ma dwie zawodniczki w czołowej dziesiątce światowego rankingu i aż osiem w top 50! Dziesięć tenisistek zakwalifikowało się do głównej drabinki tego wielkoszlemowego turnieju na trawie. Cud jak na tak mały kraj?

Jaka jest więc ta czeska magia, dzięki której mały kraj w sercu Europy może rywalizować na przykład z Ameryką, która ma trzydzieści razy więcej mieszkańców?

Podcast z Radkiem Stepankiem

Kiedy brytyjskie BBC zapytało legendę Martinę Navratilovą o ten fenomen, nie wahała się odpowiedzieć: "W Czechach kluby są wszędzie, każde małe miasto ma dwa, trzy lub cztery korty ziemne, a teraz jest znacznie więcej dobrych trenerów".

Tradycyjne pytanie, które czeskie tenisistki słyszą po wielkich sukcesach, rozwija główny trener jednej z najważniejszych czeskich akademii tenisowych – tej, która nosi imię byłej liderki rankingu, Karolíny Pliskovej.

"Poza tym, że u nas niemal w każdej małej wiosce znajdziesz kort tenisowy, zawsze jest też trener, który potrafi nauczyć techniki. To jest czeska szkoła i tego brakuje wielkim potęgom”, mówi Dohnal.

Według niego prawdziwym skarbem czeskiego tenisa jest dobry trener, który potrafi już od najmłodszych lat przekazać dzieciom właściwe podstawy i jednocześnie utrzymać dyscyplinę wśród rozwijających się talentów.

"Nawet jeśli federacje angielskie czy australijskie mają budżety sto razy większe i organizują turnieje wielkoszlemowe, gdzie przyznają dzikie karty dla talentów lub obowiązkowo przeznaczają środki na rozwój młodzieży, czeskie DNA jest cenniejsze. W naszym systemie wciąż są ludzie, którzy robią to z pasji”, dodaje.

Jednocześnie ostrzega: "Ci trenerzy tenisa, niewidoczni dla wielu, którzy pracują za 500 za godzinę lub nawet mniej, wykonują swoją pracę – w przeciwieństwie na przykład do trenerów przygotowania fizycznego i innych nowoczesnych profesji sportowych – poniżej stawek rynkowych i stopniowo zaczynają znikać.”

We Francji, Niemczech, Wielkiej Brytanii i innych znanych krajach tenisistom nie wiedzie się źle, a w systemie krąży więcej pieniędzy, ale wszędzie pojawia się ten sam podstawowy problem. To brak wykwalifikowanej kadry.

Wil jij jouw toestemming voor het tonen van reclames voor weddenschappen intrekken?
Ja, verander instellingen