20-letni tenisista potrzebował aż ośmiu piłek meczowych, by po czterech godzinach i 41 minutach gry na korcie numer sześć, całkowicie wystawionym na słońce, wygrać 6:3, 2:6, 6:4, 1:6, 7:6(11).
"To szaleństwo grać w takich warunkach, zwłaszcza w pełnym słońcu, być tam ponad cztery i pół godziny – to po prostu szaleństwo" - powiedział dziennikarzom Mensik.
"Nawet z przerwami nie masz zbyt wiele czasu, chłopiec od podawania piłek nie może przynieść ci ręcznika. Podczas zmiany stron masz tylko minutę, a kiedy już usiądziesz, zostaje ci zaledwie 30 sekund, więc nie ma za bardzo czasu, żeby się schłodzić".
Mensik padł na kort ziemny zaraz po zagraniu zwycięskiego forhendu. Kiedy jego rywal podszedł, by mu pogratulować, próbował wstać, ale pozostał leżący na plecach. Sędzia czekał kilka sekund, zanim ruszył mu na pomoc, a ostatecznie na korcie pojawił się personel medyczny.
"To, co zrobił dziś sędzia po meczu, zachowam dla siebie, ale takie zachowanie... nie szanuję tego" - dodał Czech, nie wdając się w szczegóły.
Mensik przyznał, że "przepisy to przepisy", ale porównał surowe regulacje zmuszające zawodników do szybkiej gry z tempem, w jakim sędziowie przerywają mecz, gdy zasłabnie kibic.
"Naprawdę miałem ogromne problemy przy ostatniej piłce" - powiedział. "Gdy zagrałem ostatnią piłkę, ostatniego winnera, emocje puściły, a moje ciało po prostu się wyłączyło, więc w tamtym momencie nie byłem w stanie nic zrobić".
Mensik wróci na kort w piątek, by zmierzyć się z rozstawionym z numerem osiem Alexem de Minaurem, który nie grał od poniedziałku, bo w drugiej rundzie otrzymał walkowera po wycofaniu się Alexandra Blockxa z powodu kontuzji.
"Nawet jeśli na końcu wyglądało to fatalnie, po 30 minutach w szatni, kiedy wyszedłem z tego słońca, zacząłem czuć się znacznie lepiej" - powiedział rozstawiony z numerem 26 Czech. "Jestem tutaj, czuję się całkiem dobrze. Oczywiście wykorzystam dzień na regenerację najlepiej, jak się da. Warunki nie będą już tak szalone jak dziś".
