Shelton pokonując Flavio Cobollego 6:2, 7:5, został piątym Amerykaninem w tym stuleciu, który sięgnął po tytuł na mączce poza granicami Stanów Zjednoczonych. Dołączył tym samym do Agassiego, Andy'ego Roddicka, Sama Querry'ego oraz Sebastiana Kordy.
23-latek podkreślił, że to "ogromne" zwycięstwo potwierdza jego ambicje przed zbliżającym się Rolandem Garrosem, który rozpocznie się 24 maja.
"Patrząc w przyszłość, mam wielkie ambicje związane z kortami ziemnymi – to nawierzchnia, na której chcę się rozwijać z każdym rokiem. Stała się jedną z moich ulubionych" - przyznał Shelton.
Podczas gdy Amerykanki odnoszą sporo sukcesów na najwolniejszej nawierzchni w tenisie – w ubiegłym roku Coco Gauff sięgnęła po tytuł w Paryżu – teraz uwaga skupi się na tym, czy Amerykanie również zaznaczą swoją obecność na kortach Rolanda Garrosa.
Biorąc pod uwagę, że Tommy Paul i Frances Tiafoe dotarli w ubiegłym roku do ćwierćfinału w stolicy Francji, Shelton uważa, że sytuacja się poprawia, a Amerykanie liczą na przełamanie wielkoszlemowej posuchy trwającej od 2003 roku, kiedy Roddick triumfował w US Open na twardej nawierzchni.
"Sukcesy na mączce wracają" - dodał. "Cieszę się, że mogę być częścią tego postępu amerykańskiego tenisa mężczyzn na kortach ziemnych. Wśród kobiet mają już pełną dominację, bo w ubiegłym roku wygrały Roland Garros. My, jako mężczyźni, mamy jeszcze trochę do zrobienia, ale zmierzamy w dobrym kierunku".
