"Jestem wojownikiem i dokonałem niesamowitego powrotu" – powiedział Flavio Cobolli po meczu trwającym ponad cztery godziny, rozegranym na stadionie Louis Armstrong przeciwko Argentyńczykowi Francisco Comesanie.
"Jestem też trochę szalony i mam niesamowity zespół" – dodał numer pięć na świecie, podkreślając, że "gra na tym korcie podczas US Open to naprawdę świetna zabawa: za każdym razem zostawiam tu całe serce".
Cobolli dodał, że na regenerację przed kolejną rundą będzie można go spotkać w Via Della Pace, restauracji w East Village, która od lat jest swego rodzaju bazą włoskich tenisistów podczas US Open: "Przyjdźcie do Via Della Pace i przekonajcie się, jak dobra jest włoska kuchnia" – zaprosił kibiców w wywiadzie ze stadionu.
Przerwa i przesądy
"Po tym, jak przegrywałem już dwa sety, poszedłem do łazienki i zmieniłem wszystko. Może to, co miałem na sobie, przynosiło mi pecha, więc przebrałem się całkowicie, zdejmując wszystkie ubrania, w których zaczynałem mecz. I to zadziałało. Mecz w turnieju wielkoszlemowym nigdy nie jest skończony i trzeba walczyć do ostatniej piłki" – powiedział Flavio Cobolli, tłumacząc zmianę przebiegu spotkania z Argentyńczykiem Francisco Comesaną.
