Po fantastycznym występie w Paryżu długo czekaliśmy na kolejny mecz w wykonaniu Mai Chwalińskiej (21. WTA). Polka odpoczywała, a dzięki dzikiej karcie nie musiała przechodzić kwalifikacji.
Mananchaya Sawangkaew (164. WTA) była w odwrotnej sytuacji i pokazała już na trawie niemałą jakość. Przed tym sezonem nie miała żadnego zwycięstwa na tej nawierzchni, tymczasem w Birmingham i Londynie zanotowała już siedem wygranych.
Pełna kontrola pomimo straconego serwisu
Obie zawodniczki są znane z kombinacyjnej gry i widać to było w pierwszym gemie Mai, którego obroniła szybką walką przy siatce, zwieńczoną minięciem rywalki. Sawangkaew starała się otworzyć mecz agresywnie, ale kosztowało ją to serię błędów, które ułatwiły Polce przełamanie na 2:0. Dąbrowianka wydawała się o krok przed rywalką i nawet przy stanie 40:40 w trzecim gemie miała jasny plan na dwa kolejne punkty forhendami.
Azjatka wydawała się sfrustrowana bieganiem do siatki po skrótach Polki. Nie stroni od gry w tej strefie, ale kolejne minięcia Chwalińskiej pozostawały skuteczne. Tak zaczęła punktować na 4:0, domknięte efektownym smeczem. W piątym gemie Tajka miała szansę przełamać Maję po szczęśliwej odpowiedzi na skrót, jednak niewzruszona 24-latka odjechała na 5:0.
Walcząc o przetrwanie, Sawangkaew popełniała proste błędy, lecz jednocześnie z wielką determinacją i jakością punktowała, zapisując pierwszego gema dzięki walce przy siatce. A gdy Polka pierwszym błędem podwójnym dopuściła do break pointa, zwycięska wymiana dała Mananchai przełamanie. Ósmy gem stał się bitwą sam w sobie. Tajka cztery razy miała punkt na jego obronienie, lecz ostatecznie – po serii pięknych zagrań – to Polka zamknęła seta po 46 minutach.
Był meczbol przy 5:2, a set przepadł
Błędy Tajki pomogły Chwalińskiej dobrze otworzyć drugiego seta, jednak zrewanżowała się własnymi na 1:1. Trzeci gem był dopiero pierwszym wygranym na sucho przez Polkę, a jednak gra wyglądała już zupełnie inaczej – rywalka uczyła się gry finalistki French Open, co pokazała broniąc się przed przełamaniem, a następnie wychodząc na 30:0. Gdy skrót Mai nie przeszedł, były dwa break pointy. Przy obu zachowała zimną krew i trzema winnerami odwróciła gema.
Zupełnie inaczej niż w pierwszym secie, w drugim dopiero szósty gem dał przełamanie Polce po 35 minutach. Co przyszło po długim boju, mogło szybko uciec. W siódmym gemie było 0:40 z perspektywy Polki, gdy zaczęła odrabiać straty. Cierpliwość w wymianach i skuteczność przy siatce dały równowagę. Później jeszcze lob i smecz, by odjechać na 5:2.
Nie czekała na swojego gema, już przy podaniu rywalki Maja Chwalińska wydarła piłkę meczową, lecz upadek Polki nie pozwolił z niej skorzystać. Sawangkaew dwoma świetnymi zagraniami przy siatce zapisała trzeciego gema, zanim polska tenisistka wezwała fizjoterapeutę do bolącej po upadku kostki.
Konieczna okazała się przerwa medyczna, a gdy Polka wróciła, szybko straciła trzy punkty. Pierwszy break point zbity serwisem, później wolej przy siatce i punkt wygrany po bekhendzie. Czwartego zniwelować się nie udało i Azjatka mogła wrócić na 5:5. Gdy próbowała kończyć, ponownie przy siatce zaimponowała Polka, lobem doprowadzając do równowagi. Waleczna Sawangkaew dopięła swego, a Polka wyraźnie cierpiała i popełniała błędy, dając się przełamać i nie uzyskując choćby punktu w ostatnim gemie.
Kolejne wejścia fizjoterapeutki nie pomogły
Po długiej przerwie toaletowej Maja Chwalińska wróciła na kort. Choć miała problemy z serwisem, to obroniła się szybko, przerywając serię pięciu gemów Tajki. Walcząca z bólem Polka nie mogła ruszać się po korcie jak wcześniej, a mimo to mogła liczyć na błędy rywalki, wychodząc na 2:0. Niestety, 24-latka bez punktu oddała swojego gema, ponownie prosząc o interwencję fizjoterapeutki.
Na niewiele się to zdało, Sawangkaew do zera wzięła gema na 2:2, by następnie przełamać po raz drugi. Wystarczyło grać piłki daleko od Chwalińskiej, która nie mogła do nich startować. Jeszcze raz wezwała fizjoterapeutkę, ale Tajka grała już na takim luzie, że słała asy i w czterech kolejnych gemach (na 4:2) oddała tylko punkt. Ręka Sawangkaew zadrżała przy serwowaniu na mecz, błędem dopuściła do break pointa, ale poprawiła się moment później.

