Tenisiści już kilka dni temu przekazali, że planują ograniczyć swoje wystąpienia medialne przed rywalizacją na londyńskiej trawie do 15 minut, które odpowiadają 15 procentom udziału w przychodach, jakie są im oferowane. Uważają, że to za mało. W trakcie innych imprez WTA i ATP do puli nagród trafia ok. 20 procent.
Zgodnie z zapowiedzią spotkania z dziennikarzami skrócili w sobotę, tradycyjnie dniu medialnym, Sinner i Sabalenka.
Białorusinka poprosiła o ostatnie pytanie po około ośmiu minutach konferencji i od razu przeprosiła, że kończy tak szybko.
"Staramy się walczyć o coś większego, nie dla siebie, ale dla innych tenisistów. Zasadniczo staramy się po prostu pomóc różnym tenisistom przetrwać. Ci z niższych pozycji mają z tym problem, np. nie stać ich na zatrudnienie trenera" – tłumaczyła liderka listy światowej.
Podobnie postąpiła w Paryżu przed startem French Open. Wcześniej spekulowała nawet, że być może konieczny będzie bojkot jakiejś imprezy Wielkiego Szlema.
"Mam nadzieję, że usiądziemy, ponegocjujemy i nigdy więcej nie będziemy musieli bojkotować ani mediów, ani turnieju. Naprawdę mam nadzieję, że osiągniemy satysfakcjonujący efekt" - dodała w Londynie.
W proteście nie wziął udziału słynny serbski tenisista Novak Djoković, ale na skrócenie spotkania z dziennikarzami zdecydował się Sinner. Włoch widzi postęp w negocjacjach, powiedział 24-latek.
"Jest coraz lepiej, choć jeszcze nie jesteśmy w stu procentach zadowoleni" - przyznał i dodał, że "nie chodzi tylko o pieniądze", gdyż celem jest również poprawa warunków dla zawodników.
Organizatorzy Wimbledonu na wieść, że tenisiści zamierzają kontynuować protest wyrazili z tego powodu "zaskoczenie i rozczarowanie".
W tym roku gospodarze zmagań na kortach All England Lawn Tennis and Croquet Clubu ogłosili rekordowy wzrost łącznej puli nagród o 20 procent w porównaniu z rokiem poprzednim, do łącznej kwoty 64,2 mln funtów. Tenisiści i ich przedstawiciele apelowali jednak o 70 mln funtów.
"Wimbledon stawia zawodników w centrum wszystkich decyzji i co roku inwestujemy w nich znaczne środki. Do tego dochodzi inwestycja setek milionów funtów w modernizację szatni i innych obiektów dla tenisistów zgodnie z planem trzyletniej modernizacji, której celem jest stworzenie światowej klasy otoczenia dla graczy" – poinformowali organizatorzy najbardziej prestiżowego turnieju.
Wskazana rekordowa pula nagród Wimbledonu stanowi ok. 15 proc. przychodów turnieju, ale grupa czołowych tenisistek - reprezentowana przez byłego dyrektora generalnego WTA, Larry'ego Scotta - domagała się co najmniej 16. Celem graczy jest, by do 2023 roku organizatorzy imprez wielkoszlemowych przeznaczali na wypłaty 22 procent przychodów.
Szefowa Wimbledonu Debbie Jevans w rozmowie ze Scottem wskazała, że Wimbledon 90 procent zysków z turnieju, w przeciwieństwie do regularnych imprez WTA i ATP, inwestuje w rozwój brytyjskiego tenisa.
"Dlatego używanie przychodów do ustalania wysokości nagród nie ma sensu i to przekazaliśmy Scottowi. Przychody nie uwzględniają inwestycji, które robimy. Jesteśmy organizacją non-profit i bardzo różnimy się od np. zawodów Masters 1000" - tłumaczyła Jevans w oświadczeniu.
Zawody w Londynie oficjalnie ruszą w poniedziałek.
