Napędzany silnikami Hondy Aston Martin zajmuje dziesiąte miejsce na jedenaście zespołów w klasyfikacji konstruktorów Formuły 1, mając na koncie jeden punkt po dziesięciu rundach.
Zespół, który kończył sezon na piątym miejscu w 2023 i 2024 roku, a rok temu był siódmy, w pierwszym roku współpracy z Hondą prezentuje się wyjątkowo słabo, mimo że na czele stoi czołowy projektant F1 i seryjny zdobywca tytułów Adrian Newey.
Samochody przywiezione na Węgry mają nowe podwozie z istotnymi poprawkami aerodynamicznymi i redukcją masy. Skrzynia biegów pozostała bez zmian, a mocniejszy silnik Hondy pojawi się podczas kolejnego Grand Prix Holandii w Zandvoort pod koniec sierpnia.
„Powód, dla którego to robimy, to chęć ścigania się” – powiedział Krack dziennikarzom na Hungaroringu. „Nie ścigaliśmy się w ostatnich wyścigach i do tego musimy wrócić. Na jakim poziomie będziemy rywalizować w tak mocnej stawce – zobaczymy. Tego naprawdę nie potrafię przewidzieć, ale kluczowe jest, byśmy znów byli w grze, bo wcześniej tak nie było”.
Brakuje tempa
Jedyny punkt Aston Martina, zdobyty przez dwukrotnego mistrza świata Fernando Alonso, padł w Monako po tym, jak Sergio Perez z Cadillaca został zdegradowany z dziesiątego miejsca – co przesunęło Hiszpana z jedenastej na dziesiątą pozycję na mecie.
Podczas Grand Prix Belgii w miniony weekend Alonso był ostatnim sklasyfikowanym kierowcą, tracąc dwa okrążenia do zwycięzcy z Mercedesa, Kimiego Antonelliego, którego czas w kwalifikacjach był o ponad cztery sekundy lepszy zarówno od Hiszpana, jak i jego zespołowego kolegi Lance’a Strolla.
Żaden z kierowców Aston Martina nie przeszedł dotąd pierwszej fazy kwalifikacji w sezonie 2026.
Krack zapewnił, że zarówno Alonso, jak i Kanadyjczyk Stroll, syn właściciela zespołu Lawrence’a, otrzymają samochody w tej samej specyfikacji, a stare będą służyć jako zapasowe.
„Nie spodziewamy się, że już jutro w pierwszym przejeździe wyciągniemy z tego maksimum” – dodał. „Musimy nauczyć się, jak tym zarządzać i jak wycisnąć z tego jak najwięcej. Mamy dobry zespół torowy, mamy też solidne wsparcie z bazy, które szybko przeanalizuje dane i pozwoli nam wyciągnąć właściwe wnioski, ale to zajmie trochę czasu”.
„Myślę, że testy, które musimy przeprowadzić – podstawowe testy, jak ustawienie wysokości zawieszenia, pomiary aerodynamiczne i tego typu rzeczy – będą realizowane podczas kolejnych wyścigów”.
Shintaro Orihara z Hondy jest przekonany, że poprawki nie spowodują powrotu problemów z wibracjami, które trapiły samochód na początku sezonu.
