Kierowca Mercedesa zderzył się z Ferrari byłego zespołowego kolegi Lewisa Hamiltona i wypadł z toru, lądując na żwirze.
Russell startował z trzeciego pola, ale spadł na szóste miejsce po stracie pozycji na prostej.
W walce o odzyskanie pozycji Brytyjczyk jechał koło w koło z Hamiltonem i doszło do kontaktu. Po obrocie Russell wysiadł z bolidu i odszedł z toru, a siedmiokrotny mistrz świata Hamilton kontynuował jazdę, przy czym na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa.
Sędziowie przeanalizowali sytuację i ukarali Hamiltona pięciosekundową karą za spowodowanie kolizji.
Lider klasyfikacji Formuły 1 Kimi Antonelli, który ma 25 punktów przewagi nad swoim kolegą z Mercedesa i najbliższym rywalem po dziewięciu z 22 rund, startował z pole position, walcząc o szóste zwycięstwo w sezonie.
Russell, który w tym sezonie już trzykrotnie nie zdobył punktów, podczas gdy Antonelli miał dwa takie wyścigi, przyznał, że czuje się znieczulony.
"Kiedy to się dzieje tak często, po prostu się do tego przyzwyczajasz" – powiedział. "Świetnie wszedłem w pierwszy zakręt i jechałem tuż za (Maxem z Red Bulla) Verstappenem, ale z jakiegoś powodu bateria nie zaczęła się ładować w pierwszym zakręcie" – wyjaśnił.
"Po wyjściu z pierwszego zakrętu miałem przez to 35% mniej energii, bateria się nie ładowała, miałem problem z doładowaniem, turbo nie zadziałało, więc nie było mocy, a na szczycie Eau Rouge miałem już 0% baterii i szczerze mówiąc, to było niebezpieczne".
"Wyprzedziły mnie trzy samochody i w ogóle nie powinienem był się znaleźć w takiej sytuacji, dlatego jestem najbardziej zły. Incydent z Lewisem to był po prostu wyścigowy przypadek. Nie zrobił tego celowo. Był bardziej winny ode mnie, ale nie zachował się lekkomyślnie".
Russell już po sobotnich kwalifikacjach mówił, że jego bolid ma poważny problem na prostych.
