Byłby to powrót najważniejszej dyscypliny sportów motorowych do Afryki po długiej przerwie. Po raz ostatni wyścig F1 na tym kontynencie odbył się w 1993 roku w RPA.
Według różnych źródeł, na które powołuje się AFP, Rwanda byłaby gospodarzem zawodów "do 2030 roku" lub "w latach 30. XXI wieku".
Projekt Grand Prix Rwandy popierają przedstawiciele Kataru, którzy mają być obecni na specjalnej konferencji prasowej w przyszłym tygodniu w Kigali, stolicy tego wschodnioafrykańskiego kraju.
"Cieszymy się z Grand Prix Rwandy Formuły 1" – napisał na portalu X minister sportu RPA Gayton McKenzie. "Pracują nad tym dłużej niż RPA i na to zasługują" – dodał, zaznaczając, że oba kraje rywalizowały o przywrócenie Formuły 1 w Afryce.
Rwanda nie posiada obecnie toru, który mógłby gościć Formułę 1, a jego budowa prawdopodobnie będzie kosztowna.
Orędownikiem zorganizowania wyścigu na tym kontynencie jest siedmiokrotny mistrz świata Formuły 1 Lewis Hamilton, który niedawno oświadczył, że od lat "walczy za kulisami" o "zorganizowanie Grand Prix" w Afryce, a Rwandę opisał jako "spektakularny" kraj, w którym "wydawało mu się, że mógłby zamieszkać".
W 1994 roku Rwanda była miejscem ludobójstwa, które pochłonęło co najmniej 800 tys. ofiar, głównie członków społeczności Tutsi. Od 2000 roku rządy sprawuje prezydent Paul Kagame, chętnie promujący kraj poprzez sport. W ubiegłym roku w Rwandzie odbyły się pierwsze w Afryce mistrzostwa świata w kolarstwie.
Rwanda sponsoruje kilka dużych europejskich klubów piłkarskich. Na rękawach koszulek piłkarzy Paris Saint-Germain czy Arsenalu umieszczono logo "Visit Rwanda".
Jak dotąd wyniki rozpoczętej w 2018 roku akcji promującej turystyczne walory kraju są umiarkowane. Rok przed kampanią Rwandę odwiedziło 1,2 mln turystów, w 2019 ich liczba wzrosła do 1,6 mln, a w 2025 spadła do 1,49 mln, według oficjalnych danych.
W mediach społecznościowych część internautów skrytykowała kampanię jako nieodpowiednią dla kraju, którego PKB na mieszkańca ledwo przekracza 1100 dolarów, a bilet na weekend Formuły 1 kosztuje kilkaset dolarów.
"Władze trzymają karty blisko piersi w tej sprawie, ponieważ nie chcą sprowokować buntu młodzieży, która niewątpliwie będzie pytać, jak organizacja Grand Prix Formuły 1 zmieni ich fatalną sytuację ekonomiczną" – powiedziała agencji AFP osoba bliska rządowi Rwandy.
