Kierowca Mercedesa w miniony weekend w Spa odniósł kolejne zwycięstwo, dzięki czemu powiększył przewagę w klasyfikacji nad kierowcą Ferrari Lewisem Hamiltonem już do 45 punktów. Mimo to jego ojciec Marco znalazł w jeździe syna kilka mankamentów, które mu później wypomniał. Przede wszystkim momenty, gdy niepotrzebnie przekraczał granice toru i ryzykował karę.
"Jako pierwszy po wyścigu oczywiście mi pogratulował, ale potem przyszła pora na uwagi. Zawsze coś znajdzie w mojej jeździe. Groził, że mnie rozerwie, jeśli takie błędy się powtórzą" – powiedział Antonelli z uśmiechem dziennikarzom przed Grand Prix Węgier.
Antonelli przyznał następnie, że czasem ma tendencję do zbyt szerokiego wykorzystywania toru, co prowadzi właśnie do wspomnianych wyjazdów poza granice. "Patrząc wstecz na Spa, te dwa przekroczenia limitów toru były naprawdę głupie. Zastanawiałem się: Co ja do cholery robię?" – wyznał.
"To trochę jak w Barcelonie i Miami. Po prostu czuję, że muszę nad tym popracować, oczywiście czasem w wyścigu trzeba wykorzystać limity, ale jeśli robię to niepotrzebnie, mogę mieć kłopoty" – dodał.
Antonelli w tym sezonie wygrał 6 z 10 Grand Prix i ma 50 punktów przewagi nad kolegą z zespołu Georgem Russellem, który wygrał dwa razy, ale w trzech wyścigach nie zdobył żadnych punktów. W Spa odpadł już w pierwszym zakręcie, lądując w żwirze. Najbardziej przeszkadzał mu brak prędkości na prostych, ale na Hungaroringu powiedział dziennikarzom, że Mercedes już zidentyfikował problem.
Jednocześnie pochwalił formę Antonellego. "W tej chwili Kimi zdecydowanie zasługuje na prowadzenie w klasyfikacji generalnej. W tym roku wykonał lepszą pracę ode mnie. Ostatnie dwa weekendy były dla mnie trudne, moja forma nie była tam, gdzie powinna być" – przyznał.
"A gdy do tego dochodzą jeszcze czynniki zewnętrzne, trudno jest wiedzieć, na czym się skupić. Mam więc nadzieję, że tutaj (na Węgrzech) czeka mnie spokojniejszy weekend" – zakończył przed kolejną GP.
