Aston Villa nie weszła najlepiej w sezon, przed którym straciła kilku liderów swojego zespołu, ale jednak aura zespołu Unaia Emery'ego grającego na Villa Park z czołowymi ekipami Premier League wciąż jest żywa. Manchester City przyjechał do Birmingham po siedmiu zwycięstwach w siedmiu meczach tego sezonu ligowego, a wyjeżdża bez żadnej zdobyczy punktowej.
Gospodarze rozpoczęli spotkanie na bardzo wysokich obrotach i w pierwszych minutach w każdym względzie piłkarskiego rzemiosła przewyższali swoich rywali. Efektem tego była bramka otwierająca wynik już w piątej minucie.
Fatalny w skutkach błąd popełnił Marc Guehi, a na bramkę Manchesteru City pomknął Nicolas Jackson. Senegalczyk subtelnie minął zwodem Elliotta Andersona i huknął pod poprzeczkę tak mocno, że Gianluigi Donnarumma nie zdążył złożyć się do udanej interwencji.
Z każdą minutą zapał ofensywny The Villans jednak gasł, a inicjatywę przejmowali goście. Nie byli jednak w stanie zamienić jej na wymierne korzyści. Co prawda Ziona Suzukiego zatrudniali Iliman Ndiaye czy Rayan Cherki, ale Japończyk był dziś świetnie dysponowany i pewnie radził sobie z każdą próbą, a w jednej sytuacji uratował go słupek jego własnej bramki, na którym wylądowała piłka po uderzeniu Ndiaye'a.
W pierwszej części spotkania dużo więcej okazji mieli więc przyjezdni, ale Aston Villa postawiła na jakość, a nie ilość i to jej piłkarze schodzili do szatni z prowadzeniem w kieszeni.
W przerwie Enzo Maresca wykonał korekty taktyczne, wprowadził na boisko dwóch rezerwowych, a piłkarze Obywateli szybko pokazali, że The Villans będą musieli bardziej się wykazać, jeśli chcą zdobyć komplet punktów.
Erling Haaland pozostawał zupełnie poza grą przez niemal cały mecz, ale Norweg po raz kolejny udowodnił, że nawet w takich spotkaniach potrafi zostać bohaterem swojego zespołu. W 52. minucie w pole karne dośrodkował Ndiaye, a Haaland wyszedł w górę, wygrał walkę o pozycję z defensorami rywala i umieścił piłkę w siatce. Wyglądało na to, że goście się napędzają.
Zaledwie kilka minut później w świetnej sytuacji znalazł się Josko Gvardiol. Strzał Chorwata był bardzo podobny do uderzenia Jacksona, które otworzyło dziś worek z bramkami. Zion Suzuki spisał się jednak dużo lepiej od Donnarummy i zbił piłkę na poprzeczkę.
Po godzinie gry Aston Villa przeprowadziła za to konkretny wypad pod bramkę Obywateli. Ibrahim Mbaye wystawił piłkę Jacksonowi, a ten oddał w zasadzie kiepski strzał, który jednak zaskoczył Donnarummę, a piłka znalazła się po nim w siatce. Można stwierdzić, że Senegalczyk dał szansę Włochowi na popełnienie błędu, a bramkarz tę "szansę" wykoszystał.
Manchester City pozostaje na fotelu lidera i prawdopodobnie będzie na nim także po rozegraniu wszystkich meczów tej kolejki, ale jego przewaga nad rywalami może znacznie stopnieć. Aston Villa dzięki trzem punktom zbliżyła się za to do ligowej czołówki.
