Jeszcze przed wyjściem przed tarczę w półfinale Krzysztof Ratajski wiedział, że w wielkim finale mistrzostw Europy czeka Ross Smith, który skorzystał z nieudanego powrotu Gerwyna Price’a w pierwszym półfinale, wygrywając 11-7.
Nie było wątpliwości, że „ściany” w drugim półfinale w Dortmundzie wspierały Martina Schindlera – mógł być pierwszym reprezentantem Niemiec w wielkim finale na imprezie tej rangi. Ale to Ratajski – potencjalny pierwszy polski finalista – rozpoczynał pojedynek po sensacyjnym pokonaniu wielkiego Luke’a Littlera.
Gładko wziął pierwszego lega, notując już czternastego maksa w turnieju. Miał szansę na przełamanie, ale stracił ją i to Polak dał się przełamać Niemcowi po słabym trzecim legu. Sesja układała się na korzyść Schindlera, który trzykrotnie trafił maksa i przed drugą sesją miał wygodne 4-1.
Dobre otwarcie drugiej sesji uciszyło na moment halę, ale Ratajski po odrobieniu lega ponownie dał się przełamać i rywal utrzymywał przewagę, legiem na 6-2 gwarantując sobie prowadzenie po dwóch sesjach. Ratajski był wyraźnie zestresowany, potrójne nie wchodziły i Niemiec gładko odjechał w dziewiątym legu. Nawet poważny błąd Schindlera nie pozwolił na powrót, kolejna przerwa przyszła przy wyniku 8-2.
Polak utrzymał się w grze na początku trzeciej sesji, jednak to rywal imponował spokojem i pewnością rzutów. Maksem w 14. legu przybliżył się do prowadzenia 10-4, ale pogubił się i pozwolił na przełamanie, a 49-latek obronił się następnie na 9-6, psując Dortmundowi humory całkiem udaną trzecią sesją.
Ostatnia część rywalizacji zaczęła się od sporych nerwów po obu stronach. Polish Eagle nie wykorzystał dwóch rzutek na ponowne przełamanie (przeklęte D12) i musiał utrzymać się w grze. Na próżno – maks ustawił Schindlera na świetnej pozycji i z powodzeniem zamknął mecz wynikiem 11-6. Za awans do półfinału Polak otrzyma ok. 50 tys. funtów (260 tys. zł).
