Wisła Kraków - Cracovia (2:1)
Powracające po latach derby Krakowa zaczęły się od strzałów ze stałych fragmentów. Po wrzutce Marijo Grujcić głową uderzał w ręce Madejskiego. Ten sam zawodnik chwilę później świetnie sprawdził się jako „krokodylek”, gdy Klich próbował z wolnego zmieścić piłkę pod murem Wisły.
Szukająca miejsca do rozpędu Wisła znalazła swoją przestrzeń w 9. minucie, gdy Angel Rodado poszedł z piłką i odegrał do Juliusa Ertlthalera w polu karnym. Ten przytomnie wycofał do lepiej ustawionego Marca Carbo, który posłał sprytne uderzenie pod słupek bramki rywali.
Mimo radości gospodarzy, początek był nerwowy i naznaczony spięciami. Jedno z nich miało miejsce w polu karnym Białej Gwiazdy w 16. minucie. Wtedy Otar Kakabadze padł w zderzeniu z Carbo. Szymon Marciniak pokazał Gruzinowi żółtą kartkę, ale przywołany przed ekran zmienił decyzję na rzut karny. Łubik zatrzymał strzał, lecz nie utrzymał piłki i strzelec dobiegł do dobitki na wagę wyrównania.
Trzeba przyznać, że Cracovia wyglądała bardzo solidnie bez piłki, a w 24. minucie kontra skończyła się zablokowanym strzałem Nordasa. Uskrzydleni wyrównaniem przyjezdni nękali Wisłę pressingiem i utrudniali złapanie rytmu. O rytm było zresztą tym trudniej, że w pierwszej połowie mecz dwukrotnie przerywano z powodu dymu.
Prowadzenie odzyskane tuż przed przerwą
Na kolejne okazje czekaliśmy do finałowej fazy pierwszej odsłony. W 39. minucie Ertlthaler doszedł do sytuacji, oddając bardzo słabe uderzenie w ręce bramkarza. Równie komfortowo wyłapał w 44. minucie Madejski strzał Bozicia. W doliczonym czasie golkiper zgasił też w rękach rzut wolny Ertlthalera, ale częstotliwość prób wyraźnie rosła.
I w końcu, w 45+2. minucie nieustępliwość Rodado w połączeniu ze szczęściem wiślaków (nieudane wybicie) pozwoliły Marko Boziciowi załadować piłkę pod dalszy słupek. Tym razem Madejski nie miał szans. Na chwilę akcja przeniosła się pod bramkę Wisły, jednak bez zagrożenia.
Za to w 45+7. minucie Rodado chyba z ulgą przyjął chorągiewkę liniowego – koszmarnie przestrzelił. W ostatnich sekundach 12 doliczonych minut po rzucie rożnym uderzali kolejno Carbo, Duda, Carbo i Grujcić – żaden z nich nie trafił. Trzy strzały zablokowane, jeden obroniony.
Cracovia przejęła kontrolę, ale tego nie wykorzystała
Szarpany początek drugiej połowy przyniósł pierwsze celne uderzenie w 54. minucie, gdy Martin Minchev szukał strzału z dystansu, lecz skierował piłkę w środek bramki i ułatwił zadanie Łubikowi. To właśnie Pasy wydawały się znacznie bliżej wyrównania, w okolicach godziny okupując tercję Wisły. Łubik musiał gasić uderzenie Hasicia, ale nawet serie wybić nie dawały ulgi miejscowym.
To była faza meczu frustrująca dla obu stron, bo i Cracovia nie była w stanie ogromnej chwilami przewagi przekuć na konkrety. Włożony wysiłek było z kolei widać w ostatniej fazie spotkania i dopiero to skłoniło Mariusza Jopa do sięgnięcia po zmienników.
Ożywiona Wisła w 83. minucie odpowiedziała uderzeniem Ertlthalera, który sprawił zaskakująco duże problemy Madejskiemu. Golkiper zrehabilitował się moment później, gdy trąceniem piłki uratował Cracovię przed golem Rodado. Tempo było już dalekie od widowiskowego, a i jakość dograń oznaczała nieudane próby zbudowania ataku.
Nawet mały błąd mógł być bardzo kosztowny i popełnił go Mateusz Klich, celowo kopiąc od tyłu w nogę rywala. Z boiska wyleciał natychmiast, a sędzia musiał gasić emocje. Grający z wyrachowaniem na czas wiślacy mieli jeszcze szansę Meseguera w doliczonym czasie (niecelnie), za to "piłkę meczową" miał na nodze Kakabadze, którego rakietę przyjął bardzo ofiarnie Guillemenot w świetle bramki. Nic więcej nie wpadło!

Motor Lublin - Wisła Płock (3:2)
Pierwszy mecz 14. kolejki rozpoczął się doskonale dla Motoru Lublin. Były trener płockiej Wisły wydawał się idealnie ją rozpracować, bo już przed upływem dwóch minut Motor prowadził. Bartosz Bereszyński wykorzystał wrzutkę Fabio Ronaldo i błąd Leszczyńskiego, który mógł interweniować lepiej.
Gospodarze wcale nie byli nasyceni, wręcz przeciwnie: rozegrali trzy rzuty rożne w pięć minut, a w 10. minucie Christopher Simon błysnął przejściem rywali i oddał piłkę Jacques’owi Ndiaye. Ten spokojnie wepchnął piłkę do siatki… ale ze spalonego.
Dwie minuty później Fabio Ronaldo powinien zaliczyć drugą asystę, gdy posłał piłkę miękko na głowę Rony’ego Lopesa. Ten jednak ustrzelił słupek, a chwilę później uderzał nad bramką z wolnego. Z każdej strony wdzierał się Motor i Simon był centymetry od gola głową w 22. minucie.
Znów minęły dwie minuty i Karol Czubak łapał się za głowę po zablokowanym strzale. Koleją taką okazję na dopchnięcie piłki do bramki miał w 29. minucie. Niewykorzystanych sytuacji było tak wiele, że Wisła wydawała się tylko czekać na kolejny cios.
Tymczasem po 30 minutach wywalczony rzut rożny zmienił bieg meczu. Samuel Akere wrzucił piłkę na głowę Afonso Silvy, który trącił ją za linię. Sekundy później Wisła zadała drugi cios i objęła sensacyjne prowadzenie, do tego w kontrowersyjnych okolicznościach. Zawodnicy Motoru sygnalizowali dwie piłki na boisku, sędzia nie reagował, więc Akere przeskoczył nad tą zbyteczną i dograł do środka właściwą piłkę, pozwalając Olafowi Kubackiemu uderzyć na 2:1.
Nie było mowy o równie imponującym wejściu Motoru w drugą połowę, a mimo to gospodarze znaleźli swoją okazję na gola wyrównującego w 54. minucie. Fabio Ronaldo posłał piłkę przed samą bramkę, a Ndiaye doskonale wyczekał na moment startu do niej, urywając się Flisowi. Wślizgiem dopchnął futbolówkę za linię.
Mimo równowagi mecz wszedł w fazę ataków po obu stronach, choć Nafciarze ograniczali się do paru strzałów z dystansu. Tymczasem Leszczyński już w 57. minucie znów miał szczęście, gdy wybił strzał Czubaka przed bramkę i musiał polegać na kolegach z pola.
Po nieco wolniejszym okresie ponownie emocje rozgorzały w 75. minucie, gdy Kamil Lukoszek umieścił piłkę we własnej bramce. Miał szczęście, że był też faulowany i gola nie było. Był za to koszmarny błąd Plavoticia przy wznowieniu, który oddał Hamuliciowi piłkę do strzału. Bereszyński uratował Motor, przepłacił to jednak uderzeniem kolanem w słupek.
Wprowadzony w jego miejsce Marek Bartos natychmiast został sfaulowany przez Haglinda-Sangre, dla którego była to druga kartka w sześć minut. Wisła kończyła więc w osłabieniu. Mimo przewagi oba zespoły szukały swoich szans do końca, odłożonego w czasie aż o dziewięć dodatkowych minut. Wyczekiwany gol padł w 90+7. minucie, gdy swoją siódmą (!) próbę na gola zamienił Karol Czubak po przecięciu centry.

