Widzew Łódź - Górnik Zabrze (1:1)
Od pierwszych sekund Górnik próbował zepsuć humoru kibicom Widzewa, jednak szybki start nie dał sukcesu i Łodzianie szybko odebrali inicjatywę. W 10. minucie stadion przy Piłsudskiego przeszył okrzyk widzów – tak reagowali na główkę Papanikolaou, gdy piłka przeszła tuż przy słupku, bez trącenia Shehu, który sam wpadł do bramki.
To był dobry moment RTS-u. Kolejne wrzutki Shehu czy Fornalczyka nie znajdowały adresata, za to w 15. minucie Darian Males z narożnika świetnie wrzucił piłkę na głowę Karola Świderskiego, który otworzył wynik meczu głową. Piłka przeszła jeszcze między nogami Shehu, trącając jeszcze bramkarza i Erika Janzę.
Górnik szukał odwetu w 19. minucie za sprawą Lisetha, którego strzał zatrzymał Drągowski. Choć nie stracili bramki, gospodarze musieli pogodzić się ze stratą Fornalczyka, który padł bez kontaktu z rywalem z dotkliwym bólem uda. Tak zaczął się okres wyraźnej przewagi gości, którzy w 26. minucie zagrozili po piąstkowaniu Drągowskiego, a Świderski głową blokował strzał.
Chwilami nerwowi, Łodzianie w defensywie trzymali się dzielnie, co potwierdziła fantastyczna interwencja Drągowskiego przy strzale Paulo Bernardo z 29. minuty. Z kolei w 33. minucie uderzenie Lisetha po rykoszecie wyszło za boisko przy słupku.
Dopiero w 40. minucie ponownie było groźnie przed bramką gości: Kornvig dostał piłkę przed otwartą bramką, uderzając w środek i ułatwiając Schulze obronę. Zmarnowana okazja musiała boleć podwójnie, bo jeszcze w tej samej minucie Górnik poszedł na bramkę i Urbański z dystansu zmieścił piłkę w siatce przy dalszym słupku.
Motor Lublin - Zagłębie Lubin (2:2)
12. kolejka Ekstraklasy rozpoczęła się na pustawym stadionie w Lublinie. Motor podejmował Zagłębie, zmuszając gości do ataku pozycyjnego. I choć wyszło z tego kilka strzałów, to pozostawały niegroźne, a rywalizacja toczyła się głównie w środku boiska.
Neutralizowany był Marcel Reguła pod jedną bramką, a Jacques Ndiaye pod drugą, przez co ponad pół godziny czekaliśmy na poważne emocje. Po 32 minutach rzut rożny dla Lubinian skończył się zablokowanym strzałem Reguły, a następnie zablokowaną centrą młodzieżowca. Sędzia Mateusz Jenda podyktował rzut karny, jednak przywołany do monitora odwołał swoją decyzję.
Dopiero w doliczonym czasie doszło do otwarcia wyniku – Reguła wrzucał, Bereszyński podbił głową i niechcący wystawił piłkę czyhającemu na okazję Sebastianowi Kerkowi. Ten uderzył instynktownie i ustrzelił nogi Plavoticia, który rykoszetem zmienił lot piłki i pomógł zaskoczyć bramkarza
W pierwszej połowie czekaliśmy ponad 45 minut na gola, tymczasem w drugiej wystarczyło kilkadziesiąt sekund. Na początku 48. minucie Michał Nalepa głową zgrał po przerzucie Kerka, a Marcel Reguła fantastycznie przymierzył pod sam słupek. Rozegrali to jak na treningu i mogli skupić się na kontrolowaniu meczu.
Mariusz Misiura nie czekał ze zmianami do godziny, choć to podstawowy Rony Lopes dał najwięcej nadziei Motorowi swoimi próbami z dystansu. Kolejno w 63. i 74. minucie zmuszał Alomerovicia do nerwowych wybić piłki. Miedziowi dali się zepchnąć nisko i to zemściło się na kwadrans przed końcem. Thomas Santos zgrał głową z prawej w środek pola karnego. Tam minął się z piłką Czubak, który zaangażował Nalepę. Obrońca popełnił błąd, a strzał między jego nogami oddał Mateusz Łęgowski.
Motor grał tak, jakby „poczuł krew”. Gospodarze szukali wyrównania bardzo konsekwentnie i nagrodę odebrali w 87. minucie. Po rzucie rożnym Alomerović zdołał instynktownie wybić przed siebie piłkę po pierwszej próbie, ale Ndiaye znów doskoczył do główki i natychmiast złapał piłkę, by nie tracić czasu i wznowić grę. Choć doliczonego czasu było sporo, to wynik nie uległ już zmianie.

