Światło czerwone. Czy taki musi być cykl życia Śląska?
Dotkliwa porażka z Radomiakiem po dublecie Jana Grzesika? To jak najgorszy możliwy dzień świstaka dla kibiców Śląska Wrocław. Gdy ostatnio Grzesik upokorzył WKS… do klubu przyszedł Ante Simundza. Ten sam, którego wczoraj zwolniono, zanim jeszcze zdążył wrócić z drużyną z Radomia. Trzeba było tak to rozegrać? Skoro komunikat do mediów poszedł dopiero dziś przed południem, a film z podziękowaniem dla trenera nie był gotowy do popołudnia?
Pomińmy na moment wątpliwą klasę zarządu przy pożegnaniu z trenerem, który wywalczył powrót do Ekstraklasy, po tym, jak podjął się pracy z zespołem w obliczu prawie nieuchronnego spadku. Wypomnijmy, ale mimo wszystko pomińmy. Nieoficjalne informacje wskazują zresztą, że na posadzie trenera się nie skończy i pracę stracił także dyrektor sportowy Rafał Grodzicki.
Bardziej jednak liczy się to, czego symptomem są nerwowe ruchy po kolejnej porażce: Śląsk nie jest profesjonalnie zarządzanym klubem piłkarskim. Bardziej przypomina psa goniącego własny ogon. Przy czym psy przynajmniej budzą sympatię, kosztujące podatników grube dziesiątki milionów powtarzające się błędy ostatnich lat – niekoniecznie.
Światło pomarańczowe. Już nawet kwietnia Wieczysta nie obchodzi
Czy należało oczekiwać od Wieczystej zwycięstwa nad Jagiellonią? W żadnym razie, porażka 1:3 nie jest nawet najwyższym wymiarem kary dla beniaminka, który po przełamaniu Rakowa Częstochowa został oficjalnie czerwoną latarnią ligi.
Zresztą nie tylko pod względem zdobytych punktów, również w kwestii zainteresowania meczami tej drużyny. Widownia poniżej 2 tys. kibiców na stadionie mieszczącym prawie 20 razy tyle wygląda skrajnie przygnębiająco. Ale najbardziej wymowna była nieobecność jednego jegomościa: Wojciech Kwiecień wolał w czasie meczu swojego klubu oglądać koszykarki Wisły Kraków. Już mu się znudziło?

Światło zielone. Panie Urban, dostrzeż w końcu tego Nowaka!
Naprawdę rozumiem, że to nie były jego najpiękniejsze gole, właściwie cały hat-trick mieściłby się pewnie wśród najmniej imponujących trafień Bartosza Nowaka, który sam sobie wysoko zawiesił poprzeczkę. Nie można też powiedzieć, że sam go wypracował – był beneficjentem okoliczności, od potwornie słabego Widzewa przez ciężką pracę zespołu na te bramki.
Ale nawet przy tych wszystkich zastrzeżeniach (i ze świadomością przebiegu trzech poprzednich meczów) Bartoszem Nowakiem w trykocie GieKSy trudno się nie zachwycać. Zdecydowany lider klasyfikacji kanadyjskiej Ekstraklasy pozostaje jednak niewidoczny dla Jana Urbana.
Kiedy miałby być powołany, jeśli nie teraz? Przecież przed powołaniami nie zdąży już zdobyć kolejnego hat-tricka, a nie wypada liczyć, że kolejna fala kontuzji pozwoli go dowołać. Pięć goli i trzy asysty w samym październiku to za mało? Jeśli nie otrzyma wezwania od selekcjonera, to zacznę podejrzewać, że ten celowo jeździ na mecze pokroju Raków – Pogoń, żeby go nie widzieć.

