"Nie miałam wielkich nadziei przed tym turniejem ze względu na to, jak wcześniej wyglądała moja gra i wyniki. Widziałam, co się działo we wcześniejszych tygodniach. Jednak cieszę się, że w drugim secie zaczęłam przypominać siebie z początku roku i to jest plus. To jedyna rzecz, która jest pozytywna" - analizowała Linette.
Mecz z jej udziałem zaczął się już we wtorek, ale z powodu opadów deszczu został przerwany po pierwszym secie, przegranym przez Polkę 4:6.
"Specyfika sportu przyzwyczaja nas do tego, ale nie jest to proste, aby utrzymywać koncentrację i jest to męczące. Wraz z doświadczeniem można się do tego jednak przyzwyczaić. Po wznowieniu gry fajnie rozpoczęłam drugiego seta, aż do momentu, kiedy miałam zawahania" - podkreśliła 34-letnia Poznanianka.
Tegoroczny US Open był 10. z ostatnich 12 wielkoszlemowych imprez, którą Linette zakończyła już na 1. rundzie.
"Dużo kosztował mnie ten pierwszy set i takie sytuacje niestety później się mszczą. W trzecim dalej miałam dużo okazji, zwłaszcza na początku. Zabrakło jednak trochę pewności siebie. Bolał ten pierwszy set, ale z drugiej strony miałam szansę w trzeciej odsłonie i wszystko zależało ode mnie" - przyznała.
Linette jednak nie żegna się jeszcze z Nowym Jorkiem. Czeka ją rywalizacja w deblu w parze z Mają Chwalińską, która również odpadła w 1. rundzie gry pojedynczej.
"Cieszę się, że mamy okazję zagrać po raz pierwszy ze sobą, choć miałyśmy trudne losowanie" - zakończyła.
Polska para na otwarcie zmierzy się z Chinką Hanyu Guo i Francuzką Kristina Mladenovic, które w lipcu triumfowały w wielkoszlemowym Wimbledonie.
