19-letnia Andriejewa jest na fali wznoszącej po pokonaniu trudności z emocjami na boisku. Wielu tenisowych ekspertów zastanawia się nie, czy Rosjanka zostanie liderką rankingu, ale kiedy do tego dojdzie. Trzy tygodnie temu w Paryżu świętowała pierwszy wielkoszlemowy tytuł.
"Przede wszystkim bardzo dobrze serwowała. Regularnie z dużą prędkością i w dodatku z bardzo dobrą precyzją. To jest taka pierwsza rzecz, którą od razu wywiera presję. Nie chodzi tylko o jej gemy serwisowe, ale również o moje, bo wiem, że nie będzie jej łatwo przełamać. Ma też bardzo dobry bekhend, na który bardzo trzeba uważać" - Linette scharakteryzowała grę rywalki.
Polka postawiła trudne warunki Andriejewej, a o losach poniedziałkowego meczu zdecydowały detale. Świadczą o tym choćby statystyki. Rosjanka miała zaledwie o jedno więcej zagranie wygrywające (23-22) i o jeden mniej niewymuszony błąd (23-24) od Linette.
"Na pewno z takiego meczu można wyciągnąć pozytywy. Jeśli gram zacięty mecz z kimś, kto niedawno wygrał Wielkiego Szlema, to świadczy o tym, że też gram bardzo dobrze. Frustrujące jest to, że taki mecz przyszło mi zagrać już w pierwszej rundzie" - przyznała Polka, która trzecią edycję Wimbledonu z rzędu zakończyła na pierwszej rundzie.
W pierwszym secie Rosjanka przejęła kontrolę w końcówce. Przy wyniku 5:5 przełamała Polkę, a następnie serwując zamknęła partię.
W drugiej Andriejewa prowadziła 4:2, ale Linette doprowadziła do remisu 4:4. Niezwykle długi był gem dziewiąty, w którym serowała Polka. Rozegrano w nim aż 16 piłek. 34-letnia Poznanianka miała dwie okazje, aby wyjść na 5:4. Obroniła też trzy break pointy, jednak przy czwartym skapitulowała. Kilka minut później było po meczu.
"Były szanse. Szkoda, że ich nie wykorzystałam. Na pewno nie będę dziś spać spokojnie" - Linette podsumowała spotkanie.
