Po wyjątkowo frustrującym remisie z Arabią Saudyjską piłkarze Urugwaju trafili na kolejnego niewygodnego rywala. W końcu Rep. Zielonego Przylądka zatrzymała Hiszpanów i nie chciała być tylko tłem podczas debiutu na mundialu.
Sprawdź szczegóły meczu Urugwaj – Rep. Zielonego Przylądka
Od pierwszych sekund zawodnicy La Celeste agresywnie doskakiwali do Afrykanów, ale ci zaskoczyli. Nie cofnęli się jak przed Hiszpanami, weszli w mecz wyżej i z gotowością do ataków na bramkę. Wprawdzie jakość zapędów ofensywnych nie pozwalała nawet dojść do strzału, za to śmiałość mogła się podobać.
Zwłaszcza że brakowało jej wyraźnie Urugwajowi. Brakowało momentów przyspieszenia, które zachwiałoby formacjami rywali i w efekcie pierwsza dobra sytuacja przyszła dopiero w 14. minucie. Federico Valverde otrzymał przy granicy pola karnego świetny przerzut, miał miejsce na przygotowanie uderzenia, lecz posłał piłkę daleko od bramki.
Cios Kabowerdeńczyków i odpowiedź do przerwy
Zupełnie pozbawieni rytmu piłkarze Urugwaju dochodzili do strzałów... zwykle nieprzygotowanych, nerwowych i bardzo niecelnych. Za to Kabowerdeńczycy poczekali na swój moment i doczekali się. Po 20 minutach mieli rzut wolny ok. 30 metrów od bramki kompletnie zaskoczył broniących: Kevin Lenini uderzył bez ceregieli wprost pod słupek, mur się rozstąpił, a Muslera nie zdążył już wystarczająco mocno się rzucić i wpuścił piłkę.
Historyczny pierwszy gol RZP na mundialu rozjuszył faworytów. Widać to było po Valverde, który zaraz po powrocie z przerwy na napoje posłał rakietę z woleja nad bramką. Długo zawodnicy Bielsy nie mieli odpowiedzi na grę rywali z Afryki, aż w końcu pomogło im nieco szczęście.
Dobra gra Urugwaju? Minuty 44-45
W 44. minucie Lopes Cabral w walce o górną piłkę przypadkiem skierował ją na słupek swojej bramki. To zmusiło do ruchu Vozinhę, a piłka spadła poza jego zasięgiem przed bramkę. Maximiliano Araujo szczupakiem dopchnął ją za linię, rehabilitując się za błąd (był w murze przy golu).
Wreszcie dostali kopa i jeszcze przed przerwą piłkarze Urugwaju zaserwowali swoim kibicom akcję rozegraną modelowo: miękka, precyzyjna wrzutka Ugarte trafiła na głowę dobrze ustawionego Araujo, a ten zgrał ją pod nogę Canobbio, który musiał tylko trącić z bliska obok bramkarza. Takiego spokoju i komfortu w ataku Urugwaj nie miał od początku mundialu.

Faworyci wrócili zmotywowani i ciągłym doskokiem rozbijali wszelkie próby rywali, trzymając ich na własnej połowie. Dopiero przed upływem godziny Monteiro groźnie uderzał z wolnego tuż za polem karnym, Vinas zatrzymanie tego strzału przepłacił lekkim wstrząsem.
Wrócił chaos i Afrykanie mogli dobiić Urugwaj
Za to parę minut później wszystkie grzechy Urugwaju wyszły: z autu w środkowej strefie bardzo nonszalancko rozgrywali do tyłu, a zagranie Olivery na ślepo przed bramkę przechwycił Helio Varela. Minął wybiegającego Muslerę, pakując piłkę do pustej siatki. Mało tego, po kolejnych dwóch minutach Monteiro w biegu huknął zza pola karnego i piłka polizała górną siatkę po pięknym uderzeniu.
Nerwy Urugwaju mógł uspokoić rzut rożny z 69. minuty. Po jego bardzo chaotycznym rozegraniu Maxi Araujo dobił piłkę z metra nad leżącym Vozinhą, jednak liniowy podniósł chorągiewkę, a po chwili VAR podtrzymał decyzję.
W nerwowej końcówce sporo było agresywnej walki – na którą arbiter przyzwalał – ale czas uciekał i Urugwaj w ostatnie pięć minut wszedł kolejnymi uderzeniami głową w mur, choćby w postaci Moreiry wybijającego strzał głową sprzed słupka. Emocje brały górę i dopiero w 90. minucie udało się wywalczyć rzut wolny z 17 metrów. Valverde znów przestrzelił.
W doliczonym czasie zrobił to również podczas indywidualnego sprintu Canobbio. Ale i Afrykanie mieli niesamowity moment: Laros Duarte obrócił się całkiem niekryty na 15. metrze i tylko wyborem kierunku dał Muslerze szansę. W 90+7. minucie ten sam piłkarz z wolnego znów ustrzelił tylko rękawice golkipera. Wywalczyli jeszcze kolejny wolny, ale arbiter oszczędził tego Urugwajowi.

