Van de Zandschulp po raz pierwszy zwyciężył Miedwiediewa w ich piątym spotkaniu.
"Graliśmy wcześniej kilka razy, zawsze było ciężko i nigdy go nie pokonałem. Wiedziałem, żeby aby to zrobić, muszę wyjść ze swojej strefy komfortu, coś zmienić w swojej grze. Myślę, że wyszło to całkiem nieźle" - przyznał po meczu Holender.
Wcześniej w środę Hurkacz wygra z zajmującym 26. lokatę w światowym rankingu Chilijczykiem Alejandro Tabilo 6:4, 7:6(4). Była to ich pierwsza potyczka.
"Bardzo się cieszę ze zwycięstwa, bo był to bardzo zacięty mecz. Tabilo w pierwszym i drugim secie prowadził dwa razy z przełamaniem, więc tym bardziej jestem zadowolony, że wygrałem w dwóch partiach" - skomentował 29-letni Wrocławianian.
Jak przyznał, kolejne wygrane dodają mu pewności siebie przed kolejnymi pojedynkami.
"Czuję się w Montrealu bardzo dobrze, a moja gra wygląda coraz lepiej" - podsumował.
Polak w Kanadzie wrócił do gry po miesięcznej przerwie. 5 lipca z powodu kontuzji skreczował w meczu 1/8 finału wielkoszlemowego Wimbledonu, w którym mierzył się z Niemcem Janem-Lennardem Struffem.
O ten etap w Montrealu powalczy w piątek z van de Zandschulpem, z którym praktycznie sąsiadują na liście światowej. Hurkacza jest 72., a Holender plasuje się dwie pozycje wyżej. 30-latek z Wageningen dotarł jednak w przeszłości do 22. miejsca w klasyfikacji tenisistów.
Zawodnicy ci zmierzyli się do tej pory raz - w 1. rundzie wielkoszlemowego French Open w 2021 roku Polak prowadził już 2:0 w setach, ale później trzy partie rozstrzygnął na swoją korzyść rywal.
W Montrealu Holender grał raz, w 2022 roku, i odpadł w 2. rundzie. Hurkacz ma dużo lepsze wspomnienia - w 2024 roku dotarł do ćwierćfinału, a cztery lata temu był w finale, który przegrał z Hiszpanem Pablo Carreno-Bustą.
W 1. rundzie tegorocznej edycji odpadł Kamil Majchrzak.
