Dotąd spotykały się tylko raz, na angielskiej trawie. Paryska mączka w popołudniowym upale była więc dla Jil Teichmann (170. WTA) i Magdaleny Fręch (46. WTA) nowym miejscem rywalizacji. Wyraźną faworytką bukmacherów była Łodzianka, choć to Szwajcarka pokonała rozstawioną zawodniczkę w pierwszej rundzie.
Były trzy piłki setowe, ale set dla Teichmann
Podczas gdy Szwajcarka pierwszego gema zainkasowała w minutę, Polce ta sztuka zajęła aż kwadrans. Teichmann pokazała, jak świetnie potrafi wybrać siłę i kierunek, by zaskoczyć rywalkę. Fręch utrzymywała jednak zimną krew nawet po błędzie podwójnym i po obronieniu dwóch break pointów otworzyła wynik. W piątym gemie wyczekała na swój moment i po otrzymanym break poincie returnem wymusiła błąd na wagę pierwszego przełamania w meczu – 3:2.
To jedno przełamanie wpłynęło na postawę obu zawodniczek – Łodzianka ruszyła do ofensywy i błyskawicznie uciekła na 4:2. Choć Szwajcarka walczyła, to nowe piłki i zachodzące słońce sprzyjały w ósmym gemie Polce (5:3). Fręch wiedziała już, że przyparta do muru Teichmann będzie sięgać po forhend po linii i nie dawała jej okazji.
Dopiero przy trzech piłkach setowych na przełamanie, Jil skończyła z błędami i widowiskowo uratowała się przed przełamaniem. To odbudowało jej pewność siebie, a Polkę wysłało na bardziej nasłonecznioną stronę kortu w dziesiątym gemie. Od 0:40 tylko jedną piłkę udało się obronić i Szwajcarka wróciła na 5:5. Zdecydowanie mocniejsza Teichmann wyszła na 6:5, a pasywna gra Polki skończyła się piłką na przełamanie, którą Fręch posłała w korytarz deblowy, przegrywając 5:7. Błyskawicznie uciekł set, który już wydawał się wygrany.
Niewykorzystane momenty wyraźnej przewagi
Po narzuceniu swoich warunków w ostatnich gemach pierwszego seta, Teichmann nie wyglądała optymalnie po otwarciu drugiej partii. Nieco wolniejsza, pozwalała na break pointy w obu pierwszych gemach serwisowych, choć do przełamania nie doszło. Za to w szóstym gemie Polka znalazła się w sytuacji 0:40 przy własnym podaniu. Dwukrotnie się obroniła, lecz znów "siadł" ten forhend po linii Jil i zrobiło się 4:2.
Dopiero w tym momencie Magdalena pokazała swój potencjał, prowadząc przy podaniu rywalki. Oszukała ją przepięknym minięciem, a później przełamała, wracając do gry. A przynajmniej tak się wydawało do momentu, gdy Teichmann przy serwisie Magdaleny czyściła linię i nie pozwoliła zdobyć choćby punktu. Urodzona w Barcelonie zawodniczka musiała już tylko domknąć mecz, gdy dwoma błędami podwójnymi dała jeszcze jedną szansę Polce. Łącznie zepsuła serwis siedmiokrotnie, ale prawie wyłącznie w sytuacjach, gdy cena nie była wysoka.
Zamiast to wykorzystać, Fręch pozwoliła rówieśniczce przejąć kontrolę i wyjść na szybkie 40:0. Udało się obronić pierwszą piłkę meczową, gdy Jil zaatakowała w siatkę. Jednak przy drugiej Polka wyrzuciła piłkę w korytarz deblowy, tracąc kolejnego seta takim właśnie punktem i żegnając się z Paryżem na drugiej rundzie.

