"Nie lubię ciągle przypominać chłopakom, ile się tutaj wydarzyło, ale ta historia po prostu tu jest. To miejsce potrafi zdziałać cuda, jednak za każdym razem musimy sobie na nie solidnie zapracować. W przerwie powtarzałem im, żeby nie ulegali rozczarowaniu, bo jeden moment może wszystko zmienić" – zdradził Carrick w rozmowie z Amazon Prime.
Po pierwszej połowie w Manchesterze nie zanosiło się na żadną fetę. Już po 17 minutach gospodarze przegrywali 0:2, a na własnym stadionie w europejskich rozgrywkach jeszcze nigdy nie znaleźli się w takiej sytuacji. Niezadowoleni kibice dodatkowo w 21. minucie wrzucili na murawę piłki tenisowe w proteście przeciwko amerykańskim właścicielom – rodzinie Glazerów, która 21 lat temu nabyła większościowy pakiet udziałów w słynnym klubie. Piłkarzy schodzących do szatni żegnały gwizdy.

Moment, o którym mówił trener, rzeczywiście nadszedł, ale nie od razu. W 58. minucie kapitan gospodarzy Bruno Fernandes nie wykorzystał rzutu karnego. Po interwencji VAR sędzia nakazał powtórzenie jedenastki i za drugim razem portugalski pomocnik już się nie pomylił. "Nie było mi do śmiechu, ale wciąż wierzyłem, ponieważ zawodnicy wychodzili z szatni z ogromną determinacją. Bruno zachował zimną krew, pokazał silny charakter i wykorzystał drugiego karnego" – wspominał Carrick kluczowy moment.
Presja wywierana przez Czerwone Diabły rosła. Kameruńczyk Bryan Mbeumo trafił w oba słupki, a Brazylijczyk Matheus Cunha dwiema bramkami w ostatnich 10 minutach przypieczętował odwrócenie losów spotkania. Nawet po jego wykluczeniu gospodarze utrzymali skromne prowadzenie. Dla AS Romy powtórzyła się zatem sytuacja z drugiej kolejki, kiedy po stracie trzech bramek w końcówce przegrała z Realem Madryt 3:4.
Fernandes został wybrany zawodnikiem meczu. "Po przerwie wiedzieliśmy, że kibice wciąż są po naszej stronie, i czuliśmy, że możemy odwrócić sytuację. Na szczęście nam się to udało. Miejmy nadzieję, że dzisiejsze zwycięstwo będzie początkiem czegoś dobrego" – powiedział kapitan zwycięskiej drużyny.

Jak zauważyli komentatorzy BBC, Carrick może co prawda odetchnąć nieco swobodniej, ale wcale nie ma jeszcze powodów do triumfu. Przypomnieli, że pięć lat temu Manchester United dokonał takiego samego odwrócenia losów meczu przeciwko Atalancie Bergamo i również wygrał 3:2. Cztery dni później przegrał jednak u siebie z Liverpoolem 0:5, a norweski trener Gunnar Solskjaer wkrótce potem został zwolniony.
"Nie będę spał lepiej. Nie mam kryształowej kuli, żeby wiedzieć, co wydarzy się dalej. Przed nami bardzo ważny mecz z Aston Villą. Dziś jednak poczuliśmy to, czego wszyscy pragniemy i po co tutaj jesteśmy" – powiedział Carrick.
