"Piłka nożna to dżentelmeński sport dla chuliganów, a rugby to chuligański sport dla dżentelmenów" - to słowa, które podobno kiedyś wygłosił sam Winston Churchill. O ile można uznać, że więcej w nich żartu i przekory, niż prawdy, o tyle faktycznie pierwsza część brzmi dziś jak mało korzystna dla nas, entuzjastów dyscypliny, przepowiednia.
Warto bowiem pamiętać, że rzeczywiście, jak wiele brytyjskich sportów, początkowo i piłka nożna była sportem dla dżentelmenów, klasy wyższej. Dotyczyło to zarówno graczy, ale także - a może i bardziej - osób przebywających na trybunach. Istniał pewien kodeks zachowań, który był wymagany od ówczesnego kibica, a brak przekleństw był tak oczywisty, że nie trzeba było go gdziekolwiek wpisywać. Jak wyglądało to później i jak wygląda to w dzisiejszych czasach, każdy doskonale zdaje sobie sprawę.
Popularność dyscypliny spowodowała, że stadiony rozrastały się, a ich trybuny zamiast setek zaczęły mieścić tysiące fanów. W tym momencie jasne stało się, że jakakolwiek kontrola nad słownictwem czy grubiańskim zachowaniem jest niemożliwa. I tak w zasadzie przeszliśmy nad tym do porządku dziennego.
A może nadszedł właśnie moment, kiedy jesteśmy w stanie nad tym zapanować? Widać bowiem, że problem nie dotyczy jedynie osób, po których delikatnie mówiąc, można się takich zachowań spodziewać. Przecież w zadymie na stadionie El Prat największym wandalem okazał się trener młodzieży i lokalny polityk. A haniebne okrzyki na Mestalla mieli wydawać fani, którzy zajmowali jedne z najlepszych miejsc na obiekcie, za które zazwyczaj trzeba zapłacić kilkaset euro. Zwłaszcza na mecz z takim rywalem, jak Real Madryt.
Co więcej, problem nie dotyczy jedynie rasizmu. Piłkarze obrażani są przecież na tle etnicznym, narodowym czy wyznaniowym. Słyszą także po prostu zwyczajne wyzwiska dotyczące nie tylko ich samych, ale także rodzin i to do piątego pokolenia wstecz. Ich repertuar jest bardzo szeroki, ale cel jest oczywiście jeden - mają na celu wyprowadzić zawodnika z równowagi i przeszkodzić mu skupieniu się na grze. A danemu "kibicowi" dać poczucie wpływu na przebieg rozgrywki. No i co tu dużo mówić, wylania nieco frustracji nagromadzonej sprawami codziennymi.
W normalnych warunkach taki wpis jak mój byłby jedynie kolejnym dość banalnym komentarzem w sprawie, w której niby wszyscy się zgadzamy, ale i tak wiemy, że za chwilę wszyscy o niej zapomną, a problem po prostu zostanie. A nawoływanie o surowsze kary byłoby oczywiście popierane, ale uznane za mocno naiwne. Jednak może właśnie doszliśmy do momentu, w którym narzędzia do większej kontroli są już dostępne i gotowe do użycia?
Nie jestem zwolennikiem zbyt dużej ingerencji technologii w nasze codzienne funkcjonowanie, nawet za cenę mniejszego bezpieczeństwa. Jednak jeśli dziś jest ona na tyle rozwinięta, że jest w stanie rozpoznać osobnika, który dopuszcza się skandalicznych zachowań lub je inicjuje, to uważam, że należy ją wdrożyć. I karać zarówno za gesty rasistowskie, jak i obrażanie matek, sióstr i dzieci zawodników. Tak, aby tacy zwykli kibice jak my, mogli znów poczuć się jak dżentelmeni. Tylko bez jakiegoś fraku i melonika, bo nawet nie wiem, gdzie to kupić.
