Southampton - Middlesbrough 2:1 po dogr.
(Pierwszy mecz 0:0, awans Southampton)
Obie drużyny wiedziały, że w przypadku awansu do finału w walce o wymarzony awans do najwyższej angielskiej ligi czeka na nie Hull City. Jeszcze przed pierwszym bezpośrednim spotkaniem nie obyło się bez kontrowersji, gdyż władze Middlesbrough przyłapały analityka Southamptonu na obserwowaniu i dokumentowaniu ich treningu.
W Anglii podobna szpiegowska sytuacja nie wydarzyła się po raz pierwszy. Goście zostaną ukarani grzywną za ten incydent, choć twierdzą, że osoba działała na własną rękę. Najważniejsze jednak było to, że pierwsze spotkanie zakończyło się bezbramkowym remisem, a w rewanżu wszystko było otwarte, choć Boro mocno naciskało rywala. Saints liczyli więc na atut własnego stadionu.
Goście świetnie rozpoczęli mecz, bo już w piątej minucie trafił do siatki australijski pomocnik Riley McGree. Do przerwy jednak był remis po golu Rossa Stewarta. Po zmianie stron oglądaliśmy podobny obraz jak w pierwszym meczu – piłkarze Middlesbrough po dobrej pierwszej połowie zaczęli sprawiać wrażenie zmęczonych.

Mimo to w spotkaniu doszło do dogrywki, a gdy wydawało się, że o awansie zdecydują rzuty karne, w 116. minucie piłkę do siatki skierował Shea Charles. Sen o Premier League piłkarzy Boro prysł, a z awansu cieszyli się gospodarze.
