Reklama
Reklama
Reklama
Więcej
Reklama
Reklama
Reklama

Gruziński Maradona i słoweński wielki technik - nominalnie słabsze drużyny Euro 2024 mogą zaskoczyć

Josip Ilicić jest nadzieją na powrót Słowenii na Euro 2024
Josip Ilicić jest nadzieją na powrót Słowenii na Euro 2024AFP
Podczas gdy drużyny takie jak Anglia i Francja dyskutują o swoich szansach na zdobycie tytułu, dla niejednego zespołu nawet zakwalifikowanie się do Mistrzostw Europy 2024 roku w Niemczech jest ogromnym sukcesem. Przyjrzeliśmy się bliżej drużynom, dla których zwycięstwo byłoby jak zdobycie trofeum mistrzostw Europy i... jak mogą one mimo wszystko sprawić niespodziankę.

Albania

Kiedy Albania przegrała z Polską 27 marca 2023 na starcie kampanii kwalifikacyjnej do mistrzostw Europy, nikt nie spodziewał się bajkowego rozwoju, jaki piłkarze z Bałkanów przejdą w ciągu następnych 12 miesięcy. Od tego momentu nigdy nie przegrali pod wodzą brazylijskiego trenera Sylvinho, pokonując zdecydowanych faworytów grupy - Polskę i Czechy - inspirującym futbolem na własnym stadionie.

Były światowej klasy lewy obrońca preferuje odważny futbol i zdołał całkowicie zbudować swoją drużynę. Jeśli chodzi o grę, ekipa jest głównie zależna od zawodników z Serie A: Nedim Bajrami może i właśnie spadł z Sassuolo Calcio, ale jest tam jednym z kluczowych graczy. Kapitan Berat Djimsiti wygrał Ligę Europy z Atalantą Bergamo przeciwko Bayerowi Leverkusen jako wyjściowy środkowy obrońca.

W ataku nadzieje pokładane są w powracającym Armando Broji. Napastnik Chelsea FC był kontuzjowany przez długi czas w ostatnich miesiącach i został wypożyczony do Fulham w drugiej połowie sezonu. W grupie z mistrzami Europy Włochami oraz zdecydowanymi faworytami Chorwacją i Hiszpanią, Albania nie ma absolutnie nic do stracenia i nawet jedno zwycięstwo na poziomie mistrzostw Europy rozpaliłoby kraj, którego kibice imponują zaangażowaniem i na trybunach, i w mediach społecznościowych.

Słowenia

W Słowenii Josip Ilicić po raz kolejny jest obiektem zainteresowania mediów. Weteran jest jedną z najbarwniejszych postaci słoweńskiego sportu i wydaje się, że w wieku 36 lat nadal chce odgrywać swoją rolę. Była gwiazda Atalanty Bergamo od początku pandemii koronawirusa zmagała się z poważnymi problemami psychicznymi, a nawet na krótko przerwała aktywną karierę.

W ojczystym NK Maribor wysokiej klasy technik w końcu na nowo odkrył miłość do piłki nożnej i teraz ma poprowadzić Słoweńców w Niemczech. W grupie z Danią, Serbią i Anglią, Słowianie z Alp prawdopodobnie będą polegać przede wszystkim na silnej obronie, kierowanej przez światowej klasy bramkarza Jana Oblaka, który wkrótce rozegra swój pierwszy duży turniej z reprezentacją narodową.

Pokazali to już w marcu tego roku, gdy w meczu testowym odprawili z kwitkiem portugalskie gwiazdy Joao Felixa i Cristiano Ronaldo wynikiem 2:0. Benjamin Sesko z RB Lipsk również odegrał ważną rolę w tym zwycięstwie, a jego gole powinny utrzymać minimalne szanse Słoweńców na awans w grupie.

Rumunia

Trener Rumunii Edward Iordanescu przyjął zupełnie inne podejście do motywacji. Po udanych kwalifikacjach stwierdził, że jedzie do Niemiec bez żadnych celów. "Nie chcemy wygrać grupy" - powiedział 45-latek. W grupie z Belgią, Ukrainą i Słowacją niekoniecznie trzeba zająć pierwsze miejsce, aby mieć szansę na awans.

Uważa on jednak, że o wiele ważniejsze jest "pokazanie naszej najlepszej gry i jednoczesne wykorzystanie słabości naszych przeciwników". Iordanescu mógł nauczyć się, jak to jest robić postępy, od swojego ojca, który doprowadził Rumunów do ćwierćfinału mistrzostw świata w 1994 roku i przegrał ze Szwecją dopiero w rzutach karnych.

Aby historia mogła się powtórzyć w tym roku, środkowy obrońca Tottenhamu Radu Dragusin będzie musiał zaprezentować się w defensywie na najwyższym poziomie. Z przodu, napastnik George Puscas powinien dołożyć kolejne do swoich jedenastu międzynarodowych bramek, a Razvan Marin i Dennis Man muszą zapewniać asysty. Bez wielkich międzynarodowych gwiazd, "Trójkolorowi" mogą mimo wszystko być jedną z niespodzianek mistrzostw Europy.

Gruzja

Tymczasem Gruzini mają gwiazdę par excellence, choć wszystko zależy od występu "Kvaradony". Naprawdę nazywa się Chwicza Kwaracchelia, ale na przydomek w Napoli zasłużył nie tylko chęcią ominięcia trudnego do wymówienia nazwiska przez Włochów. Skrzydłowy SSC Napoli był jednym z absolutnie kluczowych graczy w wygranym przez drużynę z południa Włoch mistrzostwie w zeszłym sezonie i 23-latek z Tbilisi odcisnął swoje piętno także w Lidze Mistrzów.

W kwalifikacjach do mistrzostw Europy zajęli dopiero czwarte miejsce, ale zapewnili sobie bilet do baraży poprzez Ligę Narodów. W barażach najpierw wyeliminowali Luksemburg, który rozegrał świetne kwalifikacje, a w finale udało im się awansować do turnieju w rzutach karnych przeciwko Grecji. Radości po ostatnim rzucie karnym nie było końca, ponieważ kraj zakwalifikował się do dużego turnieju po raz pierwszy w 15. próbie.

Duża część tego sukcesu jest również zasługą trenera, który jest dobrze znany w Niemczech. Były zawodnik Bayernu Willy Sagnol zmienił tradycyjnie defensywnie nastawiony i zorientowany na destrukcję zespół w proaktywną, nastawioną na atak drużynę, która szuka swojej szansy w każdym meczu. Ponieważ potencjał w przypadku słabszej formy gruzińskiego Maradony jest ograniczony, awans w grupie z Portugalią, Czechami i Turcją byłby niczym innym jak sensacją.