Na pomeczowej konferencji prasowej szkoleniowiec Jagiellonii mówił, że w Białymstoku przegrał w czwartek duży klub, z dużymi osiągnięciami w przeszłości, który gra regularnie w europejskich rozgrywkach przynajmniej na poziomie Ligi Europy.
Podsumowując to spotkanie ocenił, że przy lepszych decyzjach jego piłkarzy zwycięstwo mogło być jeszcze wyższe, choć przypomniał, że w doliczonym czasie gry jego zespół uratował przed remisem słupek.
"Nie ma co dzisiaj marudzić, że mamy 2:1, bo przed meczem każdy by to wziął w ciemno" - powiedział trener Jagiellonii.
Podkreślał, że zadanie w rewanżu będzie bardzo trudne. "Mogę sobie wyobrazić, co nas tam czeka. Jeżeli sprostamy temu wyzwaniu, to będzie świadczyć o nas bardzo dobrze nie tylko od strony jakości, ale i dojrzałości i gotowości do podjęcia próby z takim przeciwnikiem" – powiedział Siemieniec.
"Na pewno pojedziemy do Szkocji pewni siebie, odważni i zbudowani pierwszym spotkaniem. I pojedziemy tam po awans zagrać z przeciwnikiem, który na pewno będzie bardzo bojowo nastawiony do tego meczu i takiego przeciwnika się spodziewam" – dodał.
W imieniu swoim i piłkarzy dziękował za doping. "Było czuć atmosferę dużego meczu, zaangażowanie kibiców było kapitalne i niosło drużynę" – mówił Siemieniec. Mecz obejrzało blisko 20 tys. widzów, w tym kilkuset fanów Rangers FC, których przed czwartkowym meczem było też widać w centrum Białegostoku.
"Jagiellonia zagrała dokładnie tak, jak się spodziewałem, a my popełniliśmy trochę błędów, które wykorzystała" – powiedział po meczu trener Rangers FC Derek McInnes. Ocenił, że w drugiej połowie i jego drużyna miała swoje, niewykorzystane sytuacje, choć i Jagiellonia mogła wynik podwyższyć.
Podsumował, że sprawa awansu jest wciąż całkowicie otwarta. On też zwracał uwagę na doping białostockich kibiców zaznaczając, że za tydzień na Ibrox Stadium podobnie będą dopingować swoich piłkarzy fani Rangers FC.
