Obie drużyny przystępowały do tego meczu z niezbyt dobrym dorobkiem punktowym, ale też nie znajdowały się na dnie tabeli. Lewski Sofia po trzech kolejkach miał cztery punkty, a Jagiellonia "oczko" mniej. Zwycięstwo w tym spotkaniu którejś z drużyn na pewno dałoby jej dużo większe szanse na awans do play-off. Bułgarzy zaskoczyli w poprzedniej serii gier, kiedy pokonali na wyjeździe Viktorię Pilzno. Białostoczanie przegrali natomiast u siebie z Anderlechtem aż 0:3.
Lewski w europejskich pucharach nie gra na swoim stadionie, ale rozgrywa spotkania na największym obiekcie w Bułgarii. Jeszcze przed spotkaniem gorąca atmosfera udzieliła się kibicom obu drużyn i doszło do ich starcia na trybunach, na szczęście sytuacja została opanowana przed pierwszym gwizdkiem.
Dobry początek Jagi, ale do przerwy bez goli
Jaga dobrze weszła w mecz i już do 6. minuty miała trzy okazje, które mogły zakończyć się golami. Źle uderzali Klynge i Imaz, a fantastyczną okazję zmarnował Kajetan Szmyt, który w dogodnej sytuacji, praktycznie sam na sam, uderzył prosto w bramkarza.
Jagiellonia miała swoje minuty, ale po nich coraz groźniejsi byli gospodarze i to oni przejmowali inicjatywę. Bardzo groźnie było, kiedy Marko Grujic oddawał strzał z dystansu i nie do końca pewną, jednak skuteczną interwencją popisał się Sławomir Abramowicz. Gra się mocno zaostrzała na murawie, a mocno na każdą decyzję reagowały też trybuny i atmosfera w Sofii była bardzo napięta.
Świetną szansę Jagiellonia miała w 41. minucie, goście bardzo dobrze zagrali w środku pola, Imaz znakomicie odegrał do Klynge, ten uruchomił Agbonifo, ale skrzydłowy w dobrej sytuacji uderzył w bramkarza gospodarzy. Rywale mogli szybko odpowiedzieć, ale Reinaldo w dobrej sytuacji nie zaskoczył Abramowicza. Do przerwy goli nie było.

Lewski dopiął swego w końcówce i skarcił Jagę. Trzecia porażka Białostoczan w LE
Adrian Siemieniec jeszcze przed rozpoczęciem drugiej połowy dokonał dwóch zmian – na plac gry weszli Kobayashi i Sow. Jaga stworzyła sobie na początku dobrą okazję, ale Prelec z trudnej pozycji nie trafił w światło bramki. Groźnie było natomiast przed upływem godziny gry, kiedy goście mieli rzut rożny, a po nim głową uderzał Taras Romańczuk, został jednak zablokowany. Chwilę później szansę miał Everton Bala, ale nie mogło to zaskoczyć bramkarza Jagi.
Nie brakowało walki w środku pola, o czym przekonał się sam arbiter, który w 68. minucie został "sfaulowany" przez Romańczuka przy próbie przerwania akcji. Kilka minut później wydawało się, że będzie 1:0 dla Jagi. Ousmane Sow oddał ciekawe uderzenie, ale niestety nie dokręciło się ono w stronę bramki.
Nie wykorzystywała swoich okazji Jagiellonia, a zrobili to gospodarze. Zdecydował stały fragment gry w 83. minucie. Piłkę z rzutu rożnego dośrodkował David Kusso, a idealnie w powietrze wyszedł Steven Stoyanchov i wprowadził trybuny w szał.
Arbiter do regulaminowego czasu doliczył cztery minuty. W połowie tego czasu Jagiellonia zyskała ostatnią nadzieję na remis, bo wykonywali rzut wolny z bocznej strefy boiska na wysokości pola karnego. Z niego ostatecznie wyszedł rzut rożny, niestety on także nie przyniósł okazji do strzelenia gola.
Jagiellonia po czterech kolejkach Ligi Europy ma na koncie trzy punkty, Lewski z dorobkiem siedmiu "oczek" włącza się do walki o awans do play-off.

