Fiorentina zmierzy się w drugim finale LK z rzędu. Porażka w Pradze zwiększa szansę na sukces

Reklama
Reklama
Reklama
Więcej
Reklama
Reklama
Reklama

Fiorentina zmierzy się w drugim finale LK z rzędu. Porażka w Pradze zwiększa szansę na sukces

Piłkarze Fiorentiny świętują awans do półfinału przez Brugię.
Piłkarze Fiorentiny świętują awans do półfinału przez Brugię.AFP
Fiorentina będzie miała szansę na finałowy rewanż w ostatnim meczu sezonu Ligi Konferencji. O ile w zeszłorocznym meczu z West Hamem w Pradze nie byli faworytami do triumfu w klasyfikacji generalnej trzecich najbardziej prestiżowych rozgrywek w Europie i musieli pogodzić się z porażką 1:2, o tyle w środę Fiorentina powinna wygrać z Olympiakosem w Atenach. Także dzięki doświadczeniu, które zdobyli w ciągu roku od meczu w Edenie.

To była okrutna porażka dla Fiorentiny. W 67. minucie, dzięki bramce Giacomo Bonaventury szybko odpowiedzieli na gola Młotów, ale w ostatniej minucie regulaminowego czasu gry Jarrod Bowen przesądził o tym, że w kolumnie europejskich triumfów Fiorentiny złotymi literami zapisana wciąż jest tylko edycja 1960/61, gdy klub z Florencji zdominował ówczesny Puchar Zdobywców Pucharów.

Teraz podopieczni Vincenzo Italiano zagrają w drugim z rzędu finale Ligi Konferencji i wzmocnieni zdobytym doświadczeniem czują większe szanse na sukces. "Cieszymy się tymi chwilami. Zwykle nie przychodzą one co roku, ale mieliśmy szczęście i byliśmy wystarczająco dobrzy, by powtórzyć finał" - powiedział na konferencji prasowej kapitan Cristiano Biraghi.

Fiorentina ma za sobą kolejny wspaniały sezon w Europie, pokonując między innymi Pilzno w drodze do finału w Atenach. "Jesteśmy spokojni, opanowani i skoncentrowani. Wiemy, że wiele się od nas oczekuje, ale to logiczne, gdy jesteśmy w finale po raz drugi z rzędu. Daliśmy naszym fanom wiele radości i mamy nadzieję, że w środę damy im wyimaginowaną wisienkę na torcie" - uważa Biraghi.

Niezawodny obrońca wspomina o zeszłorocznym finale jako możliwym czynniku sukcesu: "Czy to odpowiedni moment na przywiezienie trofeum do domu? Cóż, w zeszłym roku też był" - uśmiechnął się na konferencji prasowej. "Próbowaliśmy wtedy i nie wyszło, spróbujemy ponownie w środę. Miejmy nadzieję, że zdobyte doświadczenie pomoże nam przetrwać trudne chwile".

W Olympiakosie Fiołki nie będą miały jednak łatwego przeciwnika. I to nie tylko dlatego, że biorąc pod uwagę miejsce rozgrywania finału, kibice z Pireusu, który jest częścią aglomeracji ateńskiej, będą mieli potężną przewagę przynajmniej na ulicach. Jednak nawet ze sportowego punktu widzenia trzecia drużyna ostatniego sezonu Super League budzi szacunek.

Do LK awansowała z trzeciego miejsca w grupie Ligi Europy, gdzie uplasowała się za wspomnianym West Hamem i Freiburgiem. W wiosennych play-offach znokautowała Ferencváros, Maccabi Tel Awiw, Fenerbahce, a w półfinale niespodziewanie wyeliminowała czwarty zespół Premier League Aston Villę po 4:2 na wyjeździe i 2:0 u siebie.

"Olympiakos ma za sobą imponującą podróż, w której zmierzył się z kilkoma bardzo groźnymi drużynami. Drużyna jest bardzo zorganizowana, zawodnicy będą pewni siebie. Będziemy musieli unikać błędów, szczegóły będą decydujące" - ostrzegał trener Italiano tuż po ligowym meczu z Cagliari.

Dla niego środowy mecz będzie tym bardziej prestiżowy, że może być jego ostatnim na ławce toskańskiego klubu. "Rozmawiałem już z zarządem, ale teraz nie czas na rozmowy o mojej przyszłości. Skupiamy się na finale i nie chcemy się rozpraszać" - powiedział trener, który prowadzi Fiorentinę od czerwca 2021 roku.

Olympiakos Pireus - Fiorentina (środa, 21:00)