Szósty finał Barcelony i szósty finał Polki
Sobotni hit na Ullevaal to kawał historii dla obu zespołów. Kobieca ekipa Lyonu dominowała przez lata w europejskiej piłce, z ośmioma trofeami Ligi Mistrzyń i 11 finałami rozegranymi w ostatnich 15 latach. Ostatnio to jednak Barcelona Femeni rozpychała się łokciami na kontynentalnej scenie. Dzisiejszy finał to dla Blaugrany szósty z rzędu.
Sześć to także kluczowa liczba dla Ewy Pajor. Polska napastniczka aż pięciokrotnie docierała do finału tych rozgrywek i nigdy jeszcze nie wygrała. Były zresztą rachunki do wyrównania z Lyonem, który trzykrotnie wygrywał z jej ówczesnym klubem, Wolfsburgiem. Dlatego jej szósty finał zasługiwał na szczególną uwagę polskich kibiców, którzy chcieli zobaczyć Polkę z medalem klubowej mistrzyni Europy.
Zaczęło się ciężko, a skończyło bajecznie
Pierwsza połowa meczu na Ullevaal wcale nie układała się po myśli Dumy Katalonii, która nie mogła narzucić swoich warunków rywalkom. Już wcześniejszy dwumecz z Bayernem pokazał, że po stracie inicjatywy Duma Katalonii może być narażona na stratę goli.
To potwierdziło się przed upływem kwadransa, gdy pierwsza okazja Lyonu skończyła się piłką w siatce. Po rzucie wolnym Cata Coll wybiła piłkę przed siebie i nie dała rady zatrzymać dobitki Lindsey Heaps. Barcę uratowała w tej sytuacji weryfikacja – był spalony przy dobitce.
Ewa Pajor w pierwszej połowie nie mogła się wstrzelić mimo odzyskania kontroli nad przebiegiem meczu. Nie zdołała przelobować bramkarki Lyonnes, trafiając tylko w boczną siatkę, a w 35. minucie w lepszej sytuacji piłka odeszła jej i poszła obok bramki.
Co nie chciało wejść przed przerwą, udało się wykończyć 10 minut po powrocie do gry. Rajd Pati Guijarro z piłką skończył się prostopadłym podaniem do Pajor, a ta mimo asysty rywalki z zimną krwią posłała piłkę po długim rogu i umieściła przy słupku.
Jakby ciężar spadł z barków Polki i jej koleżanek – teraz do kontroli nad meczem doszło przekonanie o zwycięskim kursie i w 69. minucie kolejna akcja zobrazowała, jak bardzo gubią się rywalki. Gdy nikt nie przeciął piłki lecącej wzdłuż bramki, Salma Paralluelo wycofała do Ewy Pajor ustawionej jak na lisicę pola karnego przystało. Polka załadowała do otwartej bramki na 2:0 i nic już nie mogło zmienić biegu tego meczu, choć ogromny w tym udział Caty Coll, heroicznie broniącej bramki przed golem kontaktowym.
Po ciężarach w pierwszej połowie teraz mecz był aż za krótki dla Barcelony. Katalońska drużyna szukała kolejnego ciosu aż do 90. minuty. Gdy ta nadeszła, Salma sama przymierzyła zza pola karnego i posłała wznoszącą piłkę w okienko bramki Lyonu na 3:0. Rywalki były na kolanach, ale wynik nie został zamknięty. Jeszcze jeden atak w doliczonym czasie i Ewa zamiast szukać hat-tricka oddała piłkę lepiej ustawionej Salmie, odpłacając jej asystą za asystę. 4:0 i szał na trybunach.
Kolejny wielki sezon Ewy Pajor
Największa gwiazda polskiej kopanej rozegrała drugi sezon w barwach Barcelony i ponownie mogła z koleżankami świętować liczne sukcesy. Jeszcze przed finałem LM jej drużyna zapewniła sobie – kolejno – Superpuchar Hiszpanii, mistrzostwo Hiszpanii oraz Puchar Królowej.
Polka rozegrała podczas kampanii 2025/26 aż 39 meczów, z czego 29 w rozgrywkach krajowych. Zapisała na swoim koncie 31 goli. Tym razem nie zdobyła korony królowej strzelczyń w Lidze F, jej 16 ligowych trafień musiało ustąpić okrągłym 20 bramkom Claudii Piny. Za to w Lidze Mistrzyń to właśnie polska napastniczka zakłada koronę - jej 11 goli to wynik najlepszy w całej edycji!

