Awansując na najwyższy europejski poziom zaledwie dziewięć lat po założeniu klubu, azerska drużyna przez 25 minut dorównywała rangą temu historycznemu wydarzeniu.
Jednak po tak solidnej grze w defensywie łatwość, z jaką Anglicy objęli prowadzenie, była dla outsidera rozczarowaniem, którego nie dało się już odwrócić.
Kaheem Parris łatwo oddał piłkę Czerwonym Diabłom, które wykorzystały to w pełni, gdy Patrick Dorgu dośrodkował do niepilnowanego Matheusa Cunhy, a ten bez problemu otworzył wynik meczu.
Goście zmarnowali jedyną okazję, by uniknąć pogromu, którego spodziewało się wielu – Joy-Lance Mickels główkował niecelnie z bliska, a gdy Sabah stracił już gola, pozostało tylko pytanie: ile jeszcze?
Pod koniec pierwszej połowy Bruno Fernandes wykończył sprytne dogranie od Youriego Tielemansa i podwyższył na 2:0, a już trzy minuty później Benjamin Sesko minął bramkarza i skierował piłkę do pustej bramki.

Przy pewnym zwycięstwie już po pierwszej połowie – i z myślą o niedzielnych derbach Manchesteru – druga część gry była dla gospodarzy jedynie prestiżowym treningiem, nastawionym głównie na oszczędzanie sił.
Ostatecznie drużyna Michaela Carricka jeszcze się wysiliła i Lisandro Martinez ustalił wynik na 4:0, dobijając piłkę po tym, jak dwóch obrońców i bramkarz Sabah Stas Pokatilov nie zdołali wybić jej z pola karnego.
To był pojedynek Dawida z Goliatem – tyle że Dawid był bez procy, z zawiązanymi oczami i jedną ręką przywiązaną za plecami.
Pierwszy Litwin w roli trenera w LM, szkoleniowiec Sabah Valdas Dambrauskas, będzie szukał bardziej realnej szansy na sukces w przyszłym miesiącu, gdy jego zespół podejmie Slavię Praga.

Tymoteusz Puchacz nie ma jednak powodów do wstydu, przynajmniej biorąc jego indywidualny występ. Polak zanotował m.in. 5/5 (100%) wygranych pojedynków, 37/44 (84%) udanych podań i dwa strzały spoza pola karnego, w tym jedno z rzutu wolnego, które przeleciało tuż obok okienka bramki rywali.
