Prestiż Ligi Narodów nie jest może najwyższy, ale konsekwencje tych rozgrywek możemy już boleśnie odczuć. Jeszcze 25 września byliśmy zdecydowanym kandydatem do walki w barażach o powrót do Dywizji A, zaś prognozowane drugie miejsce ustawiało nas korzystnie w kwalifikacjach do Euro 2028. Piękne to były czasy, co?
Do rozegrania zostały dwa listopadowe mecze, lecz już dziś realnie szans na baraże nie mamy, a w walce o Euro będziemy niemal na pewno losowani z trzeciego koszyka, co zmniejsza nasze szanse znacząco. Boli, ale paradoksalnie bolałoby mniej, gdybyśmy nie musieli przeżyć z drużyną tego zgrupowania.
Zawczasu wolę napisać niepopularną część: nie uważam gry przeciwko Bośniakom za tak fatalną, jak widzi ją większość obserwatorów, ani nie zamierzam wieszać psów na Janie Bednarku indywidualnie. Nawet głupi i brzemienny błąd jednego zawodnika nie powinien zaważyć na tym meczu. Zaważył, bo do tego dopuściliśmy koszmarną nieskutecznością przed i kompletną bezradnością po rzucie karnym. I to najlepsza obrona, na jaką mogę się zdobyć.
Co powiedziało zgrupowanie Janowi Urbanowi?
Jak zareagował selekcjoner? Ocenił spotkanie jako niezłe i parokrotnie rozwodził się nad niesłusznością przyznania jedenastki. Zapewnił, że będzie spał spokojnie (rozumiem, podczas konferencji chciał zachować pozory), czego mu zazdroszczę, bo mnie nosiło jeszcze długo po północy.
W odpowiedzi na najbardziej niesławne "pytanie" konferencji pomeczowej selekcjoner wymienił cztery kluczowe ustalenia, za które zapłaciliśmy dwiema porażkami i remisem w czterech meczach. Po pierwsze, Marcin Bułka jako bramkarz. Czyli trener potrzebował 360 minut w wykonaniu Bułki, żeby mieć odpowiedź, którą cała Polska znała przed pierwszym meczem, a o której przesądziły brak Grabary i Skorupskiego?
Po drugie, Jan Urban uznał, że odkrył Wiktora Nowaka. Ale czy odkrył? Kiedy ten błyszczał w Ekstraklasie, był niewidoczny. Kiedy wszedł z drzwiami do największej ekipy Czech i z marszu zaczął grę w Lidze Mistrzów, trochę późno na mówienie o jego odkrywaniu. To było świetne zgrupowanie dla Nowaka, ale jego czwarty występ pokazał, że Urban nie wie, jak zareagować, gdy Nowakowi brakuje sił.
Po trzecie, Przemysław Frankowski na lewej obronie. Wyjątkowo bolesna była droga do ustalenia, że to właśnie "Franek" ma grać na tej pozycji. Eksperyment z Kiwiorem, odwieczny dylemat trzech czy czterech obrońców, odstrzelenie Puchacza, a efekt był taki, że Frankowski był w potężnych opałach w Zenicy i po kolejnej przegranej walce doszło do karnego.

Co powiedziało zgrupowanie o Urbanie?
Teraz – jak rozumiem na listopad – Jan Urban planuje szukać odpowiedzi na pytanie, "co po Lewandowskim". Tyle że poszukiwania zapowiadał już wcześniej, po czym sam w trakcie zgrupowania pozwolił Lewandowskiemu wyjechać przed ostatnim meczem.
I co? I nie miał jak sprawdzić, kto powinien go zastąpić, bo sam wcześniej zdecydował nie powoływać zastępcy kontuzjowanego Benedyczaka. Gdy Żukowski zgasł (w drugiej połowie pamiętam go głównie ze sprowokowania analizy VAR i potencjalnego karnego), nie było go na kogo zmienić.
W mojej ocenie, niestety, trener boksuje w miejscu, uciekając w trudnej sytuacji do – przynajmniej w swoim mniemaniu – sprawdzonych nazwisk pokroju Karola Świderskiego, czym bardziej robi mu krzywdę niż pomaga. Kiedy zespół łapie dołek i jego kluczowi podopieczni zawodzą, Urban nie ma na to jasnej recepty taktycznej ani personalnej, choć miał 14 meczów na jej wypracowanie.
Z jednej strony nie stawia na młodych, a z drugiej chwali się odkryciem Nowaka, którego niepowołanie byłoby grzechem, gdy już cała piłkarska Polska o nim mówiła. Chwalił też Potulskiego, który po pierwszym występie obserwował trzy kolejne mecze z ławki. Pietuszewskiego zachwalał wielokrotnie, po czym dał mu 13 minut rozbite na dwa mecze. A po co w ogóle powołano Wojciecha Mońkę? Żeby popatrzył z trybun na kolegów, a potem awaryjnie leciał do Pescary dostać łomot od Włochów w kadrze U21? Przecież on z tego zgrupowania prędzej wróci poturbowany mentalnie niż podbudowany powołaniem.

Urban jest symptomem problemu, nie głównym winowajcą
Poza oglądaniem reprezentacji, chyba najbardziej frustrujące było dla mnie w tym oknie słuchanie kolejnych głosów o konieczności zmiany selekcjonera. Po dwóch meczach szala była już po stronie wielkiego następcy Brzęczka, ale potem Polacy strzelili sześć goli, a Polacy U21 tyle samo stracili i wątek nagle ucichł.
Kilka godzin później porażka w Zenicy i znów Urban wypychany przez media i kibiców, choć już bez Brzęczka jako zbawcy. Dwubiegunowość i płytkość tego dyskursu są porażające. Bo jeśli mamy zmieniać selekcjonera, to najpierw wypadałoby mieć plan.
Określmy perspektywę czasową i ramy nowego projektu, poukładajmy hierarchię wśród zawodników (jakim wzorem dla młodych jest kapitan, który sam sobie skraca zgrupowanie?), zbudujmy profesjonalny sztab i faktycznie kontrolujmy jego pracę, żeby trener po 14 meczach nie mógł chwalić się ustaleniem jedynego mocnego bramkarza jako jedynki między słupkami. Ale od kogo mamy tego planu oczekiwać? Od Cezarego Kuleszy?
W zgrupowanie weszliśmy z aferą sędziowską w tle, na jego początku wybuchła afera taśmowa z udziałem sekretarza PZPN, potem prezes Cezary Kulesza sam "błysnął" groteskową podmianą dzieci przed kamerami. Następnie kary dyscyplinarne za aferę SMS-ową doprowadziły do ponownego wybicia szamba wokół sędziów. Zaś wisienką na torcie są kłamstwa Legii Warszawa w sprawie, którą profesjonalnie działający PZPN uciąłby dwa sezony temu, a ten obecny nie umie lub nie chce (najpewniej oba) rozwiązać, choć ma wszelkie narzędzia.
A to tylko rzeczy, które wyszły na światło dzienne w ostatnim czasie. Więc nawet gdyby Urban miał stracić pracę przed listopadem, znikąd nie widać nadziei na poprawę sytuacji. Może przemawia przeze mnie pesymizm, ale chyba faktycznie trener może spać spokojnie.

