Finał Euro 2024 nie dla polskich juniorek, porażka w półfinale z Angielkami

Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama

Finał Euro 2024 nie dla polskich juniorek, porażka w półfinale z Angielkami

Finał Euro 2024 nie dla polskich juniorek, porażka w półfinale z Angielkami
Finał Euro 2024 nie dla polskich juniorek, porażka w półfinale z AngielkamiProfimedia
Reprezentacja Polski U17 zbyt łatwo straciła dwie bramki. Mając wypracowaną przewagę, rywalki z Wysp Brytyjskich trzymały kontrolę i odpierały kolejne ataki Biało-Czerwonych. Po porażce 0:2 Polkom pozostanie walka o brązowy medal mistrzostw Europy.

Reprezentantki Polski jako jedyne w półfinałach mistrzostw Europy nie należą do ścisłej europejskiej czołówki. W meczu z Angielkami faworytkami musiały być zatem Lwice i szybko chciały się z tej roli wywiązać. Dobre przejścia do ofensywy i wysokie ustawienie przy próbie odbioru piłki od początku narzuciły Biało-Czerwonym trudne warunki.

Sprawdź komplet informacji o meczu Anglia - Polska U17

Dwa ciosy Lwic do przerwy

Wydawało się, że bramki dla Anglii to tylko kwestia czasu, gdy w 8. minucie Vera Jones obiła słupek po interwencji Łapińskiej przed bramką. Pięć minut później obramowanie już nie pomagało, za to sprzyjała linia spalonego, po której przekroczeniu uderzenie Fisher nie zostało uznane. 

Szczęście skończyło się jednak w 29. minucie, gdy Lola Brown wrzucała piłkę spod prawej linii bocznej, a Julia Woźniak nie zdołała dobrze chwycić piłki rękawicami. Futbolówka wyśliznęła się jej za plecy, wprost pod nogi Niamh Peacock, która otworzyła wynik. Po kolejnych pięciu minutach było już 2:0, tym razem po zbyt biernej postawie obrończyń, które przyglądały się tylko rajdowi Very Jones, dając jej miejsce i czas na przygotowanie uderzenia poza zasięgiem Woźniak kilka metrów przed bramką.

Wielka szkoda, ponieważ Polki miały swoje okazje, choćby moment po pierwszym golu bliska rewanżu była Weronika Araśniewicz. W indywidualnej (a nawet nieco egoistycznej) akcji dała się zablokować, mając wychodzącą na lepszą pozycję koleżankę. Mimo to przewaga Wyspiarek była niezaprzeczalna, przed przerwą przekroczyły liczbę 10 uderzeń przy dwóch Polek. 

Presja po przerwie nie wystarczyła

Powrót zaowocował wyraźną zmianą dynamiki na korzyść Biało-Czerwonych. W ciągu mniej niż 10 minut wypracowały więcej w ataku niż przez całą pierwszą połowę, prawie nie pozwalając rywalkom na próby podwyższenia prowadzenia. Pod kątem umiejętności indywidualnych wciąż na usta cisnęło się nazwisko Araśniewicz, lecz cała drużyna zasługuje na uznanie po tych fragmentach.

Wciąż czegoś w grze Polek niestety brakowało – chwilami spokojniejszego rozegrania i precyzji, a chwilami zimnej krwi. Tak było w 69. minucie, gdy po świetnej akcji Ostrowskiej Weronika Araśniewicz przestrzeliła w świetnej sytuacji. Brytyjki okazały się rywalkami przynajmniej do nadgryzienia i wielka szkoda, że nie udało się choćby złapać kontaktu, na który Biało-Czerwone pracowały całą drugą połowę.

Zwycięstwo Polek z Anglią byłoby bez wątpienia sensacją. Porażka po walce wstydu stanowczo nie przynosi. Nie kończy też zmagań naszych reprezentantek w szwedzkich mistrzostwach. Polki w sobotę 18 maja o 13:00 zagrają o brązowy medal i awans na mistrzostwa świata przeciwko Francuzkom, które dziś uległy Hiszpanii aż 1:6.