Mimo zdecydowanej przewagi w posiadaniu piłki i wielu stworzonych okazji na Boston Stadium, Anglia nie zdołała przełamać defensywy Ghany, która była zdyscyplinowana, solidna w obronie i groźna w kontratakach.
Anglia miała 78,8% posiadania piłki i oddała 19 strzałów, ale drużynie prowadzonej przez Thomasa Tuchela zabrakło skuteczności, w przeciwieństwie do efektownego zwycięstwa 4:2 nad Chorwacją na inaugurację rywalizacji w grupie L.
Dla Bellinghama ten remis przede wszystkim podkreślił, jak ważna jest umiejętność dostosowania się do różnych stylów rywali podczas wielkiego turnieju.
"Nie będziemy grać tylko z europejskimi drużynami czy tymi, do których jesteśmy przyzwyczajeni", powiedział 22-letni zawodnik dziennikarzom po tym, jak został najmłodszym piłkarzem z 50 występami w reprezentacji Anglii.
"To niesamowite, że już na tym etapie mogliśmy zmierzyć się z silnym afrykańskim zespołem, który stawia zupełnie inne wyzwania – i dziś to było widać. Bardzo trudno było ich zaskoczyć. W kontratakach byli znakomici. Zawsze, gdy atakowaliśmy, potrafili wzbudzić w nas niepokój".
"Ale właśnie to jest piękne w mistrzostwach świata – możliwość rywalizacji z drużynami, zawodnikami i stylami gry, z którymi nie mamy na co dzień do czynienia. To na pewno bardzo nam się przyda w dalszej części turnieju".
Anglia przystępowała do tego meczu wiedząc, że zwycięstwo zapewni jej awans do fazy pucharowej, razem z takimi stałymi bywalcami mistrzostw świata jak Argentyna, Francja i Niemcy. Zamiast tego drużyna pozostała sfrustrowana, że nie udało się udokumentować przewagi bramkami.
"To bardzo frustrujące – przyznał Bellingham. Drugi mecz, ten sam syndrom co zwykle u nas, można powiedzieć. Na każdym turnieju, w którym brałem udział, wygląda to podobnie: świetny początek, efektowne zwycięstwo, a potem drugi mecz, który rozczarowuje przez defensywę i organizację rywali".
"Szacunek dla nich. Osiągnęli dokładnie to, po co przyjechali. (Nie) udało się ich złamać mimo wszystkich rzutów rożnych, przewagi w posiadaniu piłki i strzałów z dystansu".
Najlepszą okazję w meczu miał Harry Kane w 86. minucie, ale posłał piłkę nad poprzeczką po tym, jak rezerwowy Nico O’Reilly trafił głową w poprzeczkę.
Bellingham zapewnił, że w szatni nie ma żadnej paniki. "Powiedziałem mu tylko, żeby teraz niczego nie zepsuł, zażartował. Nie ma problemu, nie ma stresu, nie ma dramatu w szatni… mamy cztery punkty, jesteśmy w dobrej sytuacji".
"Jako doświadczony zawodnik po prostu przekazałem, żeby zachować pozytywne nastawienie i dobrą atmosferę, którą wypracowaliśmy. To nie koniec świata".
Anglia teraz skupi się na Panamie w ostatnim meczu grupowym, gdzie zwycięstwo zapewni awans do fazy pucharowej.
"Tak bywa, to się zdarza, dodał Bellingham. To ważne dla nas, ale i dla was (mediów), żeby nie popadać w przesadny pesymizm i nie robić z tego dramatu. Przygotujemy się, obejrzymy nagrania, żeby zobaczyć, co mogliśmy zrobić lepiej, i skupimy się na meczu z Panamą".
TV Smart - Usługi telekomunikacyjne – Telewizja.
Pakiet Max miesiąc za 0 zł
