Coraz częściej zdarza się, że kluby i agenci negocjują transfery, o których piłkarze dowiadują się dopiero wtedy, gdy przychodzi czas na podpisanie umowy z nowym zespołem. Zawodnicy, zmęczeni takimi sytuacjami, zaczynają głośno wyrażać swoje niezadowolenie.
W tej sprawie bardzo jasno wypowiedział się Richarlison, który przez całe lato obserwuje, jak Tottenham chce się go pozbyć, naciskając nawet na powrót do Evertonu na warunkach, z którymi się nie zgadza.
"Po wszystkim, co przeszedłem w ostatnich latach, postanowiłem, że NIGDY WIĘCEJ nikt nie będzie decydował o mojej przyszłości za mnie. Przeżyłem wiele złych rzeczy w tym czasie i prawie wszystkie wynikały z decyzji podejmowanych przez innych. Presja, groźby, represje – nic z tego mnie nie przeraża. Przeszedłem już przez gorsze rzeczy... uwierzcie mi!" – napisał reprezentant Brazylii w krótkim oświadczeniu opublikowanym na swoim profilu w serwisie X.
"Zawsze jasno podkreślałem, przy każdej okazji, że moje odejście w inne miejsce musi być korzystne także dla klubu. Jeśli tak nie będzie, nigdy się na to nie zgodzę... tak jak nie zgodziłem się, gdy wszystko tutaj się sypało i mnie potrzebowano. Zostałem i oddałem całe serce. Dlatego oczekuję, że moja sytuacja zostanie potraktowana z takim samym szacunkiem, jaki zawsze miałem wobec Spurs i wszystkich osób, z którymi tu pracowałem. Po prostu nie próbujcie decydować za mnie" – kontynuował.
"Jeśli Spurs i Everton dojdą do porozumienia, wrócę do mojego ukochanego klubu. Naprawdę chciałem wrócić tam, gdzie byłem bardzo szczęśliwy, ale negocjacje szły w kierunku, którego chciały inne osoby, i już tak się nie stanie. Mimo całego tego zamieszania mam ważny kontrakt ze Spurs i będę do dyspozycji klubu" – podsumował.
