Kiko Ramirez, ostatnio pracował w Radomiaku Radom, ale zdecydowanie lepsze wspomnienia ma z Krakowa i to Wisła jest klubem najbliższym jego sercu. Wciąż chętnie ogląda mecze i kibicuje Białej Gwieździe. Hiszpan, w rozmowie z Flashscore, nie ukrywa radości z awansu tego klubu do Ekstraklasy i opowiada o przeszłości i przyszłości Wisły, w której pracował dwukrotnie na różnych stanowiskach.
"Bardzo żałuję, że nie mogłem być na trybunach w dniu awansu"
Kiko Ramirez zakończył swoją pracę w roli dyrektora sportowego w Wiśle Kraków blisko dwa lata temu, ale nie przeszkadza mu to w tym, żeby oglądać mecze Białej Gwiazdy i być jej kibicem. Hiszpan bardzo żałuje, że nie mógł być na spotkaniu z Chrobrym Głogów na stadionie, a mecz oglądał w telewizji. Przyznał też, że śledził większość pojedynków z udziałem podopiecznych Mariusza Jopa.
"Śledziłem drużynę z bliska, obejrzałem prawie wszystkie mecze i przeżywałem to bardzo intensywnie. Bardzo się cieszę, że Wisła Kraków w końcu awansowała. Jestem bardzo szczęśliwy. Szkoda, że nie mogłem być na trybunach w dniu awansu".
Zapytany o to, czy pojawi się na ostatnim meczu Wisły w Betclic 1. lidze, odpowiedział: "Chciałbym, choć raczej nie będę mógł…".
"Wiem, gdzie Wisła potrzebuje wzmocnień. Basha wie, że zawsze może zadzwonić"
Ramirez zauważył, że Wisła była zdecydowanie lepsza od innych zespołów na przestrzeni całego sezonu i podkreślił w tym rolę szkoleniowca.
"Dominowali od początku do końca; trener wiedział, czego potrzebowała pierwsza liga, i zrealizował to perfekcyjnie: dobry wysoki pressing, świetne wykorzystanie przestrzeni, ataki skrzydłami – byli zdecydowanie lepsi od rywali na przestrzeni sezonu".
Przestrzega jednak przed tym, że Ekstraklasa to już zupełnie inny poziom niż 1. liga, a dobrze to wie, bo sam jeszcze niedawno prowadził klub w tych rozgrywkach.
"Ekstraklasa to zupełnie inna liga – drużyny dokładnie analizują przeciwnika, poziom taktyczny znacznie się podniósł, to bardzo wymagająca i długa kampania".
Zapytany o to, na jakich pozycjach widziałby konieczność wzmocnień i co zmieniłby w drużynie mistrza 1. ligi, nie odpowiedział precyzyjnie, ale zaznaczył, że w Wiśle pracują kompetentni ludzie, podkreślił jednak, że zawsze służy pomocą.
"Znam poziom Ekstraklasy, znam Wisłę i tak… wiem, gdzie wzmocniłbym drużynę, ale oni mają świetnych specjalistów, którzy na pewno pracują nad tym od dawna. Jeśli jednak coś, to dyrektor Vullnet Basha może do mnie zadzwonić, kiedy tylko zechce – on o tym wie".
Wisła z tymi kibicami i tym prezesem może osiągnąć wszystko. Zasłużyli sobie na zaufanie
Hiszpański szkoleniowiec zapytany o prezesa Wisły Kraków Jarosława Królewskiego nie szczędził mu pochwał, podkreślając, jak bardzo oddany jest Wiśle i jak wiele poświęca dla tego klubu.
"Jarek to człowiek o wielkim sercu, całkowicie oddany swojej drużynie. To osoba, która wiele dała i nadal będzie dawać Wiśle. Zaryzykował swój majątek z miłości do drużyny, poświęcił się dla innych. Otaczają go wspaniali ludzie, którzy znają swoje zadania; wierzę, że pracując jako zespół, stworzą wielką Wisłę – zasłużyli sobie na zaufanie. Wisła, mając takich kibiców godnych mistrzów, może osiągnąć wszystko".
Kiko Ramirez nie zapomniał także o kibicach Białej Gwiazdy, z którymi ma same dobre wspomnienia. Przekazał też, dlaczego czuje tak dużą sympatię do tego klubu.
"Kibice zawsze traktowali mnie bardzo dobrze, Kraków to jedno z moich ulubionych miast, czuję się tam jak w domu. Mam tam wspaniałych przyjaciół i mnóstwo miłych wspomnień. Spełniłem swoje marzenie, wprowadzając Wisłę do europejskich pucharów (za kadencji Kiko Ramireza w roli dyrektora sportowego Wisła wygrała Puchar Polski, co dało przepustkę do gry w eliminacjach europejskich rozgrywek).
"Po moim pobycie w Radomiaku jeszcze bardziej doceniam Wisłę" – dodał Hiszpan.
Najlepsze wspomnienie? Wygrany puchar i derby z Cracovią
Kiko Ramirez pracował w Wiśle Kraków dwukrotnie. W 2017 roku był szkoleniowcem tego zespołu, a w sezonie 2023/24 odpowiadał za pion sportowy jako dyrektor. Jego dwa najlepsze wspomnienia pochodzą właśnie z obu tych okresów.
"Wygrany puchar to najlepszy prezent, jaki wyniosłem z pobytu w Wiśle. Choć przykro, że nie mam swojego medalu z finału... (Następnie Hiszpan dodał w ramach anegdoty, że nie ma go z powodu tego, że prezes Królewski obiecał, że przekaże mu go osobiście, więc musi się po niego wybrać do Krakowa)".
"Mam też wspaniałe wspomnienia z pracy trenerskiej z Ekstraklasy, z wygranych derbów z Cracovią. Wtedy swój wieczór miał Carlitos, z którym często rozmawiam" – zaznaczył szkoleniowiec.
"Brak awansu miał wpływ na moje odejście z Wisły, ale głównie były to sprawy osobiste"
Kiedy Kiko Ramirez był dyrektorem sportowym Wisły, ta odniosła największy sukces w ostatnich latach, który jednak przyniósł przykre konsekwencje w postaci braku awansu do Ekstraklasy, a to ona była głównym celem, jaki został postawiony, kiedy w grudniu w miejsce Radosława Sobolewskiego został zatrudniony rodak Hiszpana – Albert Rude.
"Naszym głównym celem przy zatrudnianiu trenera była walka o awans, a nawet nie zakwalifikowaliśmy się do baraży – puchar dał nam się we znaki. Skupienie się na nim, to był jeden z powodów, dla których nie osiągnęliśmy zakładanego celu".
W odpowiedzi na pytanie, czy brak awansu był jednym z powodów jego odejścia z Wisły, przekazał:
"Jednym z nich tak, ale było ich więcej i dotyczyły głównie spraw osobistych. Moje życie zawsze obfitowało w ważne decyzje i nie żałuję niczego. W życiu najbardziej trzeba cenić samego siebie…".
A dopytany, czy jeśli pojawiłaby się opcja powrotu do struktur Wisły w jakiejkolwiek roli, dodał: Serce zawsze powie "tak".
"Polska to wspaniały kraj, który bardzo się pozytywnie zmienił", ale polscy trenerzy muszą częściej wyjeżdżać za granicę
Kiko Ramirez nie ukrywa tego, że Polska jako kraj bardzo mu się podoba, ale nie mógł nie odnieść się do spraw sportowych.
"Zawsze gorąco promuję zarówno Kraków, jak i Wisłę. Polska to wspaniały kraj, który bardzo pozytywnie się zmienił. Niestety w piłce nożnej wciąż trzeba poczynić znaczne postępy; uważam, że dobrze jest uczyć się od zagranicznych trenerów. U nas (w Hiszpanii), trenerzy z Holandii, Argentyny i Niemiec są odpowiedzialni za to, że obecnie wszyscy nam zazdroszczą trenerów. Młodzi polscy trenerzy również muszą uczyć się od trenerów zagranicznych. Chociaż w Polsce są też świetni trenerzy krajowi".
Dopytany o nową falę polskich szkoleniowców przekazał, że wciąż brakuje im obycia z zagranicznym myśleniem, żeby móc wybić się poza granice naszego kraju i to jego zdaniem jest główny problem.
"Uważam, że młodzi polscy trenerzy powinni częściej wyjeżdżać do innych lig, pracować z innymi metodami i innymi trenerami, a następnie przekazywać te doświadczenia dalej; muszą częściej wychodzić poza bańkę polskiej piłki nożnej... Uczestniczyć w stażach, szkoleniach, trwających dłużej – chociaż 2 lub 3 lata. To mogłaby być droga do zmian. Obecnie istnieją takie przypadki, ale jest ich zbyt mało. Powinni wyjeżdżać i podpatrywać jak to wygląda, do takich krajów, jak Anglia, Niemcy, Francja, Hiszpania, Włochy itp.".

